Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 24

 

instrumenty

Johny ubrany w kitel lekarski z maską na twarzy podszedł do stołu operacyjnego na którym leżała dziewczyna. Trzęsąc się z nerwów spoglądał to na lekarza, to na pacjentkę, która w pełni świadoma ucichła leżąc spokojnie, patrząc załzawionymi, przekrwionymi, pełnymi strachu oczami. Hendrix zerkał na ”lekarza”, który układał skrupulatnie i w skupieniu narzędzia potrzebne do zabiegu. Asortyment na tacy z chirurgicznej stali nie zapowiadał niczego dobrego.

– Skup się, skup się Johny – powtarzał do siebie w myślach.

” Lekarz ” odezwał się najpierw do anestezjologa czekającego w pogotowiu przy stole.

– Proszę przygotować pacjentkę do narkozy, a ty Johny podejdź do mnie, będziesz uczył się nowego fachu. Wybuchnął śmiechem i zanosił w najlepsze, aż krople potu pojawiły się na jego czole.

– Bardzo kurwa śmieszne – pomyślał Johny. Ruszył w kierunku ” lekarza ”, nie mniej spocony. Obszedł stół od strony głowy dziewczyny i stanął przy nim. Rozglądał się czując, że musi zaryzykować. Wnikliwie przejrzał narzędzia które miał przed sobą, były na wyciągnięcie ręki.

– Co z gorylami i Leną siedzącymi pod ścianą ? – myśli pędziły przez głowę z szybkością myśliwca F-16.

– Dam radę, nie mam wyjścia, muszę podjąć ryzyko – Johny nie przestawał rozmyślać.

 Spojrzał na mężczyznę, który pochylał się nad pacjentką z maską przygotowaną do rozpoczęcia narkozy. Na stole była również rurka intubacyjna, która po uśpieniu powinna zostać wprowadzona do przełyku. Dziewczyna leżała nieruchomo, z jej oczu wylewało się morze łez. Johny wciągnął po cichu powietrze, zupełnie tak jakby chciał dać nura pod wodę próbując zgromadzić jak największy zapas tlenu. W momencie gdy anestezjolog zakładał maskę, szybkim ruchem doskoczył do narzędzi, złapał za nożyce chirurgiczne i odwracając się błyskawicznie wbił je facetowi w oko. Ten runął na podłogę krzycząc przeraźliwie. Johny ze zwinnością godną Bruce Lee chwycił największy skalpel ze stołu i złapał zdumionego ” lekarza ” za szyję, przykładając skalpel do grdyki. Osłupieni goryle wraz z Leną poderwali się z krzeseł.

– Nie ruszać się skurwysyny, bo zabiję lekarza.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 23

W

   Ewelina zbiegała po schodach w kierunku dyżurki. Spieszyła się, nie chcąc aby Monika zbyt długo musiała na nią czekać, w biegu wiązała niesforne włosy. Teczka z aktami pod pachą, w ręku gumka do włosów. Przybierała pozy artystki cyrkowej balansującej na linie, próbując wykonać wszystkie te czynności w ruchu. Zrobiła to szybko i sprawnie, godnie zawodowej akrobatki. Poskramiając czuprynę uwolniła rękę, którą gestem zawiadomiła dyżurnego do otwarcia drzwi za którymi czekała Monika.

– Dzień dobry pani Moniko, przepraszam za spóźnienie i zapraszam do siebie – zatrzymała się w drzwiach wejściowych. Ruda podniosła się z krzesła w poczekalni, podeszła do drzwi i wyciągnęła dłoń w stronę Eweliny. Weszły do gabinetu.

– Kawy, herbaty ? – zapytała detektyw.

– Dziękuję, spieszę się.

– Ok, przejdźmy więc do rzeczy. Kapitan Woliński przekazał mi waszą rozmowę. Proszę mi opowiedzieć o swoich wątpliwościach. Ewelina siadła przy biurku, a jej ręce spoczęły na klawiaturze komputera.

– Wszyscy w hotelu podejrzewamy, że Lidia nie jest z nami szczera. Dziś rano powiedziała mi przez telefon iż nie czuje się najlepiej i nie będzie w pracy. Ona nigdy nie bierze wolnego, a biorąc pod uwagę fakt zaginięcia pana Hendrixa uważamy, że nieobecność szefowej jest związana bezpośrednio z wydarzeniami z ostatnich dni. Ewelina oderwała wzrok od monitora spoglądając na Monikę.

–  Tak, to rzeczywiście dziwne zachowanie, próbowałaś się z nią spotkać ?

– Powiedziała żeby jej nie przeszkadzać, dodała również, że będzie z nami w kontakcie, lecz nie dała znaku życia od naszej ostatniej rozmowy telefonicznej.

– Rozumiem – odpowiedziała detektyw. Chwyciła za telefon i wybrała numer.

– Wyślijcie chłopaków pod dom Lidii, tej od zaginięcia Amerykanina, niech sprawdzą czy jest pod swoim adresem, czekam na sygnał czego się dowiedzieli.

– Masz mi coś jeszcze do powiedzenia ?

– Nie, raczej nie, po prostu martwimy się o nią, a sami nie chcemy podejmować żadnych kroków.

– I bardzo dobrze – Ewelina wstała od biurka, podeszła do drukarki z której wyjęła kartkę z zeznaniami Moniki.

– Przeczytaj i podpisz – podała jej również długopis.

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 22

mercedes

– Spoglądali na niego w milczeniu. Nikt nie zareagował na groźby Johnego. Kiedy zrezygnowany postanowił usiąść, przez drzwi wejściowe wjechało łóżko szpitalne pchane przez jednego z goryli, leżała na nim krzycząca dziewczyna. Miała jakieś czternaście, może piętnaście lat. Blond kręcone włosy, szczupła sylwetka, ubrana w szpitalną piżamę. Ręce i nogi skrępowane skórzanymi pasami. Jej wołanie o pomoc przyprawiało go o ciarki. Była w pełni świadoma. Krzyk przeplatał się płaczem. Oprawcy zaczęli szeptać pomiędzy sobą. Lekarze podeszli do dziewczyny i przenieśli za pomocą goryli i anestezjologa na łoże operacyjne. Nie przyszło im to z łatwością. Dziewczyna szarpała się jak zwierze schwytane w sidła.

– Nigdy nie pozbędę się tej sceny z pamięci – pomyślał Johny. ” Lekarze” kończyli wiązać dziewczynę. W cieniu podnieceni siedzieli Lena z gorylami. Kiedy uporali się z wierzgającą nastolatką jeden z chirurgów zwrócił się do Johnego – podejdź do mnie.

– Nie mam takiego zamiaru – odparł.

– Natychmiast podejdź i ubierz maskę na twarz oraz kitel lekarski – lekarz był bardzo stanowczy.

– Jeśli nie przebierzesz się za chwilę i nie staniesz obok mnie, znajdziesz się zamiast niej na stole operacyjnym. Ton przyprawił Johnego o ciarki na plecach. Wstał i podszedł do lekarza, ten podał mu niezbędne ubrania oraz maskę. Przebrał się posłusznie.

– Możemy zaczynać. Proszę o zajęcie się pacjentką. Johny przyglądał się bezradnie dziewczynie, załzawione oczy spoglądały bezsilnie na niego. Anestezjolog założył jej maskę na twarz. Była coraz spokojniejsza w końcu zamknęła oczy.

– Co chcecie zrobić ? Przecież to jeszcze dziecko. Zostawcie ją w spokoju.

– Lena wstała z krzesła.

– Posłuchaj kretynie. Przestań zachowywać się jak pizda, ta dziewczyna ma więcej jaj niż ty. Zamknij się i obserwuj pana doktora. Spoglądał na stół operacyjny i narzędzia przygotowane do operacji. W głowie zrodził się szaleńczy plan.

Monika wysiadła z samochodu przed bramą główną Komendy Wojewódzkiej. Szybkim krokiem przemierzała chodnik oddzielający ją od drzwi wejściowych. Chwyciła za klamkę i wpadła na wytatuowanego mężczyznę wyprowadzanego pod eskortą trzech rosłych gliniarzy na zewnątrz. Spojrzał na nią. Ostre rysy twarzy, postura siłacza sprawiły, że poczuła się lekko podniecona. Posłał w jej stronę prawie niewidoczny uśmiech. Odsunęła się na bok, odprowadzając go wzrokiem zastanawiała się co takiego zrobił. Po chwili znalazła się w środku i podeszła do dyżurki.

– Dzień dobry, jestem umówiona z detektyw Eweliną…nie dokończyła zdania. Oficer dyżurny przerwał jej w pół słowa.

– Pani Monika tak ? Proszę usiąść i poczekać, za chwilę ktoś po panią przyjdzie. Posłusznie zajęła miejsce na krześle w korytarzu.

Lidia wyjechała na autostradę kierując się w stronę Poznania. Po chwili zadzwonił telefon.

– Z nikim się nie kontaktuj, masz mało czasu więc przyspiesz. Zadzwonię niebawem. – głos w słuchawce zakończył rozmowę. Lidia poczuła jak serce znów jej przyspiesza, dokładnie tak, jak wskazówka szybkościomierza jej Mercedesa.

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 21

Serce Lidii waliło jak młot, nogi zrobiły się miękkie ze strachu. Zawróciła w kierunku autostrady. Telefon zadzwonił po raz drugi. Tym razem to Monika próbowała dowiedzieć się o której będzie w hotelu. Znała Lidię dobrze i wiedziała, że szefowa nie spóźnia się do pracy.

– Dzisiaj mnie nie będzie, nie czuję się najlepiej więc zrobię sobie wolne – skłamała.

– Ależ Lidio – Monika nie kupiła wymówki.

– Posłuchaj mnie uważnie, skoro mówię ci, że źle się czuję, to uszanuj to i pilnuj żeby hotel funkcjonował beze mnie. Gdybyś dowiedziała się czegoś o Johnym dzwoń natychmiast. – odłożyła słuchawkę wjeżdżając na stację zatankować.

Monika postanowiła porozmawiać z Arkiem i Marcinem na ten temat. Przedstawiła im naprędce przebieg rozmowy, kończąc niewidzialnym znakiem zapytania, który zawiesiła w powietrzu. Spojrzeli na siebie wymownie.

– Oczekujesz od nas odpowiedzi ? – Marcin spojrzał na Monikę.

– A jak ci się wydaje ? – Ruda była wściekła.

Arek gestem uciszył Monikę przykładając palec do ust. Zamilcz na chwilę, chcesz poznać moją opinię ? Uważam, że powinniśmy zawiadomić policję. Lidia w takiej chwili i dzień wolny ? Jak dla mnie, coś tutaj nie gra. Wiem, że kapitan Woliński z komendy wojewódzkiej zajmuje się sprawą Johnego. Może warto do niego zadzwonić . Aha, nie dzwońmy do niej, dopóki sama się nie odezwie. Nie wiem, może martwimy się na wyrost, nie mniej jednak warto trzymać rękę na pulsie. Masz numer do Wolińskiego ? – zakończył monolog pytaniem do Rudej.

– Oczywiście. Jestem jej prawą ręką.

– Zadzwońmy więc do niego. Monika wyjęła z torebki komórkę i wybrała numer z książki adresowej, ustawiła tryb głośnomówiący.

– Woliński, słucham – kapitan odebrał po trzecim sygnale. Dzień dobry, jestem asystentką Lidii z hotelu Dream Rose. – Pani Monika, poznaję – kapitan przerwał jej w pół zdania. W czym mogę pomóc ?  Pani ma dla mnie jakieś informacje ?

– Chciałabym porozmawiać o mojej szefowej, wydaje się nam, że jej zachowanie rano nie było naturalne, martwimy się o nią w hotelu. To specyficzny typ człowieka, nikt z nas tutaj nie przypomina sobie, aby Lidia nie pojawiła się w pracy. Rozmawiałam z nią dzisiaj przez telefon, lecz tłumaczenie, że nie czuje się dobrze i nie pojawi w biurze jest w moim odczuciu argumentem, który jest chęcią ukrycia prawdy. Znam Lidię bardzo dobrze, jej głos podczas porannej rozmowy nie brzmiał naturalnie. Postanowiliśmy zadzwonić do pana dlatego, że odnosimy wrażenie iż ma kłopoty.

Kapitan słuchał w milczeniu. Ok, nie możemy tego zignorować, przyjedźcie na komisariat i zgłoście się do pani Eweliny i Tomka, moich detektywów. Uprzedzę ich o waszym przybyciu. Właściwie proszę przyjechać samej, pani współpracownicy niech zostaną w hotelu. Cieszę się, że pani zadzwoniła do mnie ze swoimi wątpliwościami. To wszystko, dziękuję i do widzenia. Woliński odłożył słuchawkę.

Monika badawczym spojrzeniem zlustrowała Arka i Marcina. Czekała na aprobatę. Po chwili odezwał się Arek –nie patrz tak na nas, tylko pakuj dupę i leć do nich. Jesteśmy na łączach, zostajemy w hotelu, będziemy monitorować sytuację.

W sali operacyjnej zapanowała głucha cisza. Nikt z przebywających w środku nie wydawał z siebie dźwięku. Johny przyglądał się każdemu z nich z osobna. Zatrzymywał wzrok na każdej postaci dłuższą chwilę, w kompletnej ciszy próbował przeniknąć do ich umysłów, pragnął wiedzieć o czym myślą i jaki mają plan. Spoglądał na ”lekarzy” .Źle się kojarzyli. Lena bez słowa siedziała sztywno naprzeciwko. Wibrująca głusza stawała się nie do zniesienia.

– Czy kurwa ktoś przerwie te milczenie ? – krzyknął Jonhy rozdzierając się na całe gardło. Spodziewał się reakcji. Czekał aż dostanie w pysk, czegokolwiek. Nic kompletnie takiego nie nastąpiło.

– Banda pierdolonych ignorantów – zaczynał się rozkręcać. Odpowiedzcie mi na co czekamy ? Chcę do chuja pana wiedzieć – poczerwieniał na twarzy. Tacy jesteście silni, zamurowało was ? Jesteście wykurwistą bandą zjebów. Mam dość, chcę wyjść i wrócić do swojego życia.

– Zamknij swoją niewyparzoną mordę – syknęła Lena.

Obejrzał się w jej stronę.

– Wiesz co żałuję, że nie trafiłem cię mocniej i celniej w twój chory łeb.  Jestem cholernie wkurwiony na siebie, byłem tak blisko i przysięgam na swojego syna, że zrobiłbym to raz jeszcze. Będę czekał aż któreś z was popełni błąd, będę czaił się na wasze życie. A wiecie dlaczego ? Ponieważ na moim już mi nie zależy.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 20

phone

   Ewelina z Tomkiem ustalali plan dnia ślęcząc przy biurku.

– Alfons dziwki również zniknął bez śladu, dostałam cynk od swojego informatora – Ewelina rozpoczęła rozmowę.

– Myślałem o tym wszystkim – Tomek spojrzał na Ewelinę. – I wiesz co ? Powinniśmy spłóbować namierzyć jego komółkę. Przecież jest taka możliwość.

– Ewelina otworzyła szeroko oczy.

– Dlatego chciałam żebyś był moim partnerem – wstała od biurka i popędziła do kapitana Wolińskiego.

– Kapitanie – weszła bez pukania.

– Cześć mała – kapitan podniósł wzrok znad sterty papierów, które piętrzyły się na blacie.

– Czy coś się stało ? – wpadłaś jak przeciąg.

– Kapitanie, Tomek chce namierzyć komórkę Hendrixa, jeśli to się uda, możemy ruszyć jej tropem. Przyspieszyłoby to znacznie poszukiwania.

– Świetny pomysł – Woliński przytaknął ochoczo.

– Działajcie. Tylko nie zapominajcie informować mnie o przebiegu śledztwa. Spadaj już, czas to pieniądz a pieniądz to życie – mrugnął porozumiewawczo okiem w jej stronę. Ewelina wróciła do biurka gdzie siedział Tomek. Podeszła z uniesionym kciukiem do góry.

– Potrzebujesz kogoś do pomocy ? – zapytała.

– A widzisz te magiczne łęce ?

– Zapisała numer Johnego na kartce i podsunęła Tomkowi.

– Muszę na chwilę wyjść z biura, będę za pół godziny. Jestem pod telefonem.

– Ok, biołę się do płacy – Tomek nachylił się nad laptopem.

– Odpalił program lokalizujący telefony komórkowe. Zalogował się i wpisał numer Johnego. Niestety telefon był wyłączony, przez co nie mógł ustalić położenia.

– Mogłem się tego spodziewać – pomyślał. Nie ma co się poddawać, spróbuję znaleźć ostatnie miejsce logowania z przekaźnikiem. Zajmie to chwilę, ale warto poczekać, tylko w ten sposób dowiem się gdzie ostatni raz był w zasięgu. To da nam punkt zaczepienia, ustalę miejsce i czas, kiedy facet zapadł się pod ziemię. Tomek uzbrojony w notatnik i ołówek, skrupulatnie notował dane odczytywane na monitorze. Według programu do lokalizacji telefonów, Johny przebywał dość długo w mieszkaniu Camilli, jednak zanim jego telefon został wyłączony, opuścił mieszkanie po czym ostatni sygnał odebrany został z przekaźnika w Szczecinie.

– Nie łozumiem czegoś – zasępił się nad monitorem. Jeśli został porwany to sprawcy dali dupy nie wyłączając mu telefonu ? Czy są bardziej cwani niż nam się wydaje, a może akcja z telefonem została spreparowana żeby zmylić policję ?

– Kapitanie – krzyknął w kierunku Wolińskiego. Mam dane z przekaźnika pod któłym po raz ostatni logował się telefon Johnego.

– No i ? – Woliński podszedł do biurka przy którym siedział Tomek.

– Kułwa Szczecin – spojrzeli jeden na drugiego.

– Nie możesz tego zbagatelizować, koniecznie musicie to sprawdzić.

– Tak jest kapitanie. Tomek wykręcił numer do Eweliny.

– Czekam na ciebie z niespodzianką – odłożył słuchawkę.

Lidia wciąż roztrzęsiona po telefonie od tajemniczego faceta, walczyła z myślami czy podzielić się kimś tą informacją, czy zaczekać na kolejny telefon i zobaczyć jak rozwinie się akcja. Miała nieodpartą chęć zadzwonić na policję, lecz słowa które usłyszała, skutecznie hamowały ją przed tym krokiem. Jechała do hotelu zdenerwowana i rozkojarzona, nie skupiała się na prowadzeniu samochodu jak należy. Co chwilę trąbiono na nią, a inni kierowcy machali w jej stronę zawzięcie gestykulując rękami. Dostrzegła parę razy środkowe palce wyciągnięte przez szybę w jej kierunku. Miała to głęboko w dupie. Normalnie nie pozostała by dłużna i wdała się zapewne w drogową awanturę, dzisiaj jednak nie docierały do niej steki wyzwisk ani dźwięk klaksonów. Nie słyszała radia, paliła papierosa i wciąż myślała o Johnym. Gdy usłyszała dzwonek telefonu, spojrzała na wyświetlacz i zjechała na pobocze. Numer zastrzeżony oznaczał, że dzwoni ktoś kto nie chce aby go zidentyfikować.

– Halo słucham – głos Lidii nie brzmiał naturalnie. Można było wyczuć przerażenie i niepewność.

– Boisz się – poznała ten głos.

– Posłuchaj mnie, zatankuj swojego pięknego Mercedesa do pełna i ruszaj na północ Polski. Nie zadawaj pytań, tylko zrób to teraz. Będę w kontakcie. Nie próbuj mnie wykiwać, mam na ciebie oko. Głos w słuchawce roześmiał się, po czym połączenie zostało zakończone.

Lidia poczuła pot zalewający czoło, ręce drżały jak przy poalkoholowym delirium.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 19

sala

 Po godzinie wróciła Lena z plastrem na głowie, tym razem w towarzystwie dwóch mężczyzn. Nie odezwała się słowem, ruchem głowy wydała polecenie w kierunku goryli. Johny nie spuszczał z nich wzroku. Podeszli do krzesła na którym siedział. Bez słowa uwolnili mu ręce. Podnieśli, chwytając pod pachy. Kobieta wyszła na korytarz, za nią pierwszy z nich, później Johny, a za nim ostatni mierząc w jego kierunku z krótkiego karabinu. Szli długim prostym korytarzem, co parę metrów oświetlanym przez żarówkę zawieszoną pod sufitem. Na końcu Johny dostrzegł kolejne drzwi. Wejścia do pomieszczenia bronił solidny zamek szyfrowy. Czekali aż kobieta wpisze kod. Otworzyła po chwili. Johny dostrzegł, że grubość drzwi jest imponująca, coś jak wejście do skarbca, pomyślał. Weszli do środka, zmrużył oczy. Znalazł się w kompletnie wyposażonej sali operacyjnej, jasnej jak cholera od szpitalnych lamp, które świeciły pełną mocą. W centralnym punkcie łóżko operacyjne przygotowane na przyjęcie ”pacjenta” narzędzia chirurgiczne, monitory, pojemniki, mikroskop operacyjny, stanowisko dla anestezjologa. W rogu sali dwie postacie w kitlach lekarskich i maskach na twarzach.

Johny zbladł i zapytał – kto będzie pacjentem ?

– Dzisiaj będziesz widzem – Lena odezwała się przerywając rozmowę z lekarzami.

– Usiądź na krześle przy stole operacyjnym – kontynuowała – chcę abyś dokładnie przyjrzał się zabiegowi. Mam nadzieję, że czegoś to cię nauczy. Skup się i staraj zapamiętać kolejność, potraktuj to jako darmową praktykę lekarską. Wszystko na nasz koszt.

– Nie mam nic wspólnego z chirurgią – zaoponował.

Jeden z mężczyzn, który towarzyszył Lidii podszedł do Johnego. Cios zadał niespodziewanie i bardzo celnie. Jego pięść trafiła w lewy policzek. Ciemność, znowu pierdolona ciemność. Po chwili odzyskuje przytomność. Widzi jak pochyla się nad nim człowiek w kitlu i masce na twarzy.

– Spróbuj wstać – podaje rękę i sadza go na krześle przy stole operacyjnym. Wciąż zamroczony, Johny posłusznie zajmuje miejsce. Czuje jak krew leje się ciurkiem po twarzy.

– Masz rozcięty policzek – nic ci nie będzie, oznajmia. Później ktoś cię zszyje, na razie przyłóż gazę do twarzy, zahamujesz krwawienie.

– Aha…jeśli mogę coś zasugerować…proponuję żebyś wykonywał polecenia, współpraca między nami będzie prostsza, a ty zaoszczędzisz sobie trochę bólu. Gdy skończył wywód, opuścił salę zamykając za sobą drzwi. Johny trzymając gazę przy policzku spoglądał na oprawcę, Lenę i resztę towarzystwa, które zajęło wolne krzesła ustawione pod ścianą naprzeciwko niego po drugiej stronie łóżka.

Lena poruszyła się nerwowo na krześle.

– Wczuj się dokładnie w rolę, pamiętaj już niebawem Ty będziesz postacią pierwszoplanową – skinęła głową do jednego z goryli, tamten zareagował natychmiast i wyszedł z pomieszczenia. Johny nieruchomo tkwił na swoim miejscu. Odnosił wrażenie, że jest Wodzem Bromdenem, Lena natomiast siostrą Ratched i wylądowali na oddziale psychiatryka. Suka będzie znęcać się nade mną do czasu gdy osiągnie zamierzony efekt leczenia. Pierdolona sadystka i banda zjebów nie potrafiących się postawić.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 18

san

– Chcecie pieniędzy ? Mogę je wam załatwić.

– Panie Hendrix, nie chcemy pańskich pieniędzy. Jak by to ująć…hmmm…jest pan potrzebny raczej jako narzędzie, którym będziemy się posługiwać.

– Narzędzie ? Nie mam zamiaru być waszą marionetką.

– Świetnie pan to ujął, będziemy poruszać sznurkami a pan będzie tańczył tak jak panu zagramy. Jest to jedyny sposób żeby uchronić swoje życie. Johny ja nie żartuję, weź sobie moje słowa głęboko do serca. W przeciwnym razie będziesz martwy, zanim jednak do tego dojdzie przejdziesz przez męki pod taką postacią, że będziesz błagał o śmierć.

– Źrenice Johnego rozszerzyły się, krew napłynęła do głowy. W ataku szału jednym ruchem chwycił za kubek po kawie i cisnął nim w Lenę trafiając w skroń. Strużka krwi pojawiła się na jej głowie. Bezwładnie opadła na stół.

– Skoczył w jej kierunku i chwycił za szyję. Ręce zacisnęły się w uścisku, dusząc nieprzytomną kobietę.

– Zabiję cię pierwszy suko – wrzeszczał.

Na potylicy zimna lufa pistoletu ochłodziła jego zapędy. Głos za plecami powiedział, puść ją i wracaj na krzesło, masz na to trzy sekundy. Usiadł. Dwóch mężczyzn przypięło mu ręce skórzanymi paskami do krzesła. Jeden chwycił Lenę i na rękach wyniósł z pomieszczenia. Po chwili wszyscy wyszli bez słowa. Znów został sam.

W San Francisco o godzinie 7.30 rano Sandra kończyła wyciskać sok z pomarańczy dla swojego syna Marka. Ośmioletni chłopiec kończył śniadanie. Plecak do szkoły był spakowany, mama nalewała sok do butelki i upychała kanapki do pojemnika próżniowego.

– Dziękuję mamo – kręcone blond włosy i śmiejące niebieskie oczy odwróciły się w jej stronę. Mark puścił niewidzialnego buziaka, przykładając rękę do ust, cmokając głośno. Sandra chwyciła całusa, łapiąc go dłonią, po czym schowała głęboko do kieszeni.

– Zostawiam go na później, wyjmę w pracy jak zatęsknię za tobą mój jedyny ukochany mężczyzno – uśmiechnęła się do syna. Spojrzała na zegarek i wróciła się do łazienki żeby dokończyć makijaż. Po pięciu minutach gotowa do wyjścia wróciła do kuchni. – Zbieraj się synku, za pięć minut będzie autobus. Chłopak założył buty, zawiesił plecak, po czym podszedł do mamy i pocałował w policzek. Chodź przed dom, poczekam z tobą na kierowcę. Pogoda była piękna, słońce przyjemnie przygrzewało, słychać było odgłosy ptaków buszujących w koronach drzew.

– Mamo, kiedy zadzwoni do mnie tata ?

– Synku tatuś musiał wyjechać służbowo, odezwie się niebawem, za parę dni wróci i na pewno z przyjemnością spędzi z tobą trochę czasu.

– Tęsknię za nim – oczy chłopca posmutniały. Spuścił nisko głowę i zaczął bawić się kamieniem, przesuwając z miejsca na miejsce lewym butem. W tle słychać było odgłos sinika autobusu szkolnego, który wyłonił się zza wzniesienia. Żółty pojazd zatrzymał się przed domem. W oknach dzieciaki machały do Marka, większość z nich chodziła razem do jednej klasy.

– Trzymaj się mamo – chłopak zostawił zabawę kamieniem, dał jej buziaka i popędził do autobusu. Drzwi za nim się zamknęły i ruszyli powoli w kierunku szkoły. Sandra pomachała jeszcze do syna i wróciła do domu po kluczyki do samochodu zaparkowanego na podjeździe.

Johny siedząc samotnie w pokoju, czekał na rozwój wydarzeń. Przygotowany na najgorsze zastygł bez ruchu. Czas zatrzymał się w miejscu, każda upływająca sekunda wydawała się wiecznością. Wiedział, że zapłaci cenę za atak na Lenę, zastanawiał się tylko jaką. Umysł funkcjonował już normalnie, zaczynał się zastanawiać czy zdoła wykorzystać moment nieuwagi oprawców, żeby spróbować ucieczki. Myślał intensywnie jak się do tego zabrać. Doszedł do wniosku, że musi wymyślić plan, bez niego jest skazany na porażkę. W żyłach zamiast krwi czuł pompowaną adrenalinę, która przybierała na sile do niepokojących rozmiarów. Siedział spokojnie, a w środku wulkan wyrzucał lawę goryczy i złości, która powodowała wewnętrzne trzęsienie ziemi. Wściekłość stawała się jego sprzymierzeńcem, musiał zaprzyjaźnić się, zapanować nad tym, okiełznać siebie, poukładać myśli i wykorzystać energię drzemiącą wewnątrz. Wziął głęboki oddech, wciągając powietrze nosem, wypełnił płuca po czym powoli wypuszczał uspokajając tym samym bicie serca.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 17

 room

Tomek wyglądał za Eweliną. Powinna już tu być. Jego mania punktualności, nie pozwalała przestać spoglądać co chwilę na zegarek. Minęło może dziesięć minut od czasu gdy usiadł przy stoliku. Dla niego było to dziesięć cholernie długich minut. W końcu dojrzał burzę blond włosów, które pojawiły się w wejściu. Nareszcie, pomyślał. Ewelina podobała mu się od zawsze, lubił przebywać w jej towarzystwie, a co dopiero pracować z nią jako partner. Podekscytowany wstał żeby zobaczyła gdzie siedzi. Pomachała do niego.

– Cześć Tomku, nie musiałeś wstawać, widziałam cię z ulicy. Mam dobre oko – zaśmiała się serdecznie.

– Czego się napijesz ? – zapytał.

– Poproszę zimną wodę z cytryną, wciąż upał daje się we znaki. Tomek złożył zamówienie. Siedzieli naprzeciwko siebie. Wpatrywał się w nią, kiedy walczyła z włosami, żeby zrobić z nimi porządek. W końcu się udało.

– Ok, teraz możemy rozmawiać – znowu uśmiechnęła się zalotnie.

– Zamieniam się w słuch – przysunął krzesło bliżej Eweliny.

– Kapitan Woliński dał mi sprawę pewnego Amerykanina, który krótko po przylocie do Polski, poszedł na imprezę integracyjną ze swoimi kontrahentami. Lokal opuścił w towarzystwie dziwki. Po tym jak wyszli z klubu, ślad po nich zaginął. To tak w telegraficznym skrócie, resztę masz w aktach, które ci przyniosłam. Chcesz ze mną przy tej sprawie pracować ? Mam wolną rękę, więc pomyślałam o tobie.

– Jasne, że chcę. Wchodzę w to. Podniósł filiżankę do ust i wypił łyk kawy.

– To co wiemy ?

– Znamy jej imię, Camilla, stała bywalczyni klubu Hell & Heaven, zawsze polowała na co zamożniejszych klientów. Obydwoje przepadli jak kamfora. Nikt nic nie wie i niczego nie podejrzewa. Pojawiła się hipoteza, że poszli po bandzie i bawią się wciąż w najlepsze, ale do mnie to nie przemawia. Facet przyjechał tu w interesach. Nie sądzę, że aż tak zawróciła mu w głowie.

Tomek podniósł jedną brew, po czym powiedział – ja też nie biołę tego pod uwagę. Coś musiało się wydarzyć, a nasza w tym głowa żebyśmy dotałli do pławdy. Ok, popytam swoich infołmatorów o tę dziwkę, na pewno ktoś o niej słyszał. Jutło spotykamy się w biurze i zabiełamy do łoboty.

– Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć, dziękuję. Dopili kawę, porozmawiali jeszcze przez chwilę na prywatne tematy i rozeszli się, każde w swoją stronę.

Johny otworzył oczy. Miał zawroty głowy, męczyły go silne nudności. Zwymiotował parokrotnie. Nie mógł jasno myśleć. Czuł się naćpany jak za czasów młodości. Stabilizacja obrazu szwankowała, wewnętrznie próbował zebrać siły i otrząsnąć się ze stanu w jakim się znajdował. Jednak ciężko wygrać z chemią, która płynie w żyłach, jak na razie zwycięża nad ciałem i umysłem. To minie tłumaczył sobie, każdy trip ma swój koniec, trzeba przebyć podróż czy chcesz tego czy nie. Zamknął oczy i dał upust narkotycznemu transowi, który zabrał go z miejsca w którym był, do świata złudzeń zapisanego w nafaszerowanych jakimś gównem komórkach mózgowych.

Pieprzyć to – pomyślał i odleciał. Stracił poczucie czasu, od chwili gdy został porwany jest faszerowany środkami, które skutecznie wyłączyły zdolność logicznego myślenia. Pamięta, że przewożą go z miejsca na miejsce, niestety nie jest wstanie przypomnieć sobie jak długo jest w rękach ludzi, którzy zafundowali mu tę podróż.

Otworzył oczy siedząc przy pustym stole. Pokój w którym się znalazł wyposażony był w krzesło i stół. Siedział z rękami wolnymi od kajdanek. Na stole kubek z kawą, nad drzwiami wejściowymi zawieszona kamera skierowana w jego stronę. Johny wstał niepewnie, poczuł ogromną ulgę mogąc rozprostować zbolałe kości. Przez moment odniósł wrażenie szczęścia. Zaczął chodzić dookoła stołu, dostrzegł paczkę papierosów oraz zapałki obok kubka z kawą. Ogromna szyba zamontowana była na jednej ze ścian, podszedł do niej patrząc na swoje odbicie. Wiedział, że obserwują go ukryci w drugim pomieszczeniu. Wrócił do stołu i sięgnął po papierosa. Sztachnął się głęboko i podszedł do ściany z lustrem. Jego twarz bez wyrazu patrzyła prosto w lustro weneckie.

– Kim są te skurwysyny i czego ode mnie chcą ? Ile jeszcze będę musiał znieść żeby wydostać się z tego gówna ? Czy zostałem porwany dla okupu ? Jak długo mnie przetrzymują ? Gdzie do chuja jestem ? Co się stało z Lidią ? – pytania na które nie znał odpowiedzi cisnęły się w głowie seriami jak wystrzeliwane z kałacha. Johny czuł, że narkotyki powoli odpuszczają. Zdecydowanie lepiej myślał, przy czym pocił się jak świnia. Chwycił za kubek z kawą, odpalił kolejnego papierosa i usiadł przy stole. Wiedział, że pozna któregoś z nich niebawem. Postanowił uspokoić puls i czekać cierpliwie.

Światło w pokoju rozjaśniło się, zmrużył oczy. Za drzwiami słyszał ruch i przytłumione rozmowy. Siedział i wpatrywał się przed siebie, był pewny, że za chwilę otworzą się i pozna swoich oprawców. Czuł jak serce przyspiesza, krew w żyłach zaczęła płynąć szybciej. Nie wstawał, siedział nieruchomo słuchając bicia serca.

Po chwili do pomieszczenia weszła kobieta. Bez słowa zajęła miejsce naprzeciwko. Nie miała zamaskowanej twarzy, ocenił ją na trzydzieści lat, może trzydzieści trzy. Ubrana w szary żakiet, spódnicę do kolan i wysokie szpilki. Sprawiała wrażenie pani adwokat. Ciemne włosy zaczesane do tyłu, związane w koński ogon. Dłonie zadbane z połyskującym czarnym lakierem na paznokciach. Nienaganna figura, około 173 cm wzrostu. Duże zielone oczy wpatrywały się w niego w milczeniu. Johny odwzajemniał spojrzenie, wpatrywał się w nią, tak jakby chciał zapamiętać dokładnie jak wygląda. Siedzieli tak w milczeniu dłuższą chwilę. Kobieta sprawiała wrażenie całkiem normalnej. Johny powoli opanowywał wściekłe bicie serca, starał się opanować.

– Jestem Lena – przemówiła po dłuższej chwili.

– Nie mogę powiedzieć żeby było mi miło – odgryzł się Johny.

– Zaufaj mi, że nie będzie. Jeśli będziesz posłuszny i zastosujesz się do poleceń, możesz zminimalizować bolesne skutki pobytu w naszym towarzystwie.

– Czego ode mnie chcecie ?

– Zaraz wszystkiego się dowiesz.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 16

sowa1

– Cześć Ewelina, kułwa ale dawno cię nie widziałem – odpowiedział, w głosie można było wyczuć, że ucieszył się szczerze.

– Dawaj do biura, chyba, że wolisz, możemy umówić się na mieście, wypić kawę i pogadać – odpowiedziała.

– Ok, płoponuję kawiałnię Sowa i Przyjaciele, tam będziemy bezpieczni  – zaśmiał się serdecznie.

– Wspaniale, bądź na miejscu o 17-tej, pasuje ci ?

– Pełfekt, będę punktualnie.

Johny odzyskał świadomość.

– Nic nie widzę, nie mogę mówić, nie mogę się ruszać – galimatias w głowie był nie do zniesienia. Oczy zaklejone taśmą klejącą, ręce i nogi również skrępowane w uszy wetknięte stopery. Jedyne co mógł robić, to oddychać przez nos. Czuł jak podskakuje, odnosił wrażenie, że jest skrzynką pomidorów wiezionych gdzieś na targowisko. Pomimo zatkanych uszu, dochodziły do niego odgłosy z zewnątrz. Wiedział, że jest transportowany w inne miejsce. Dochodziły go stłumione odgłosy ulicy. Wyobraźnia podsuwała coraz to nowsze pomysły co zamierzają z nim zrobić, próbował oswobodzić ręce, jednak każda próba kończyła się niepowodzeniem. W myślach rozpoczął liczenie każdej sekundy podczas której znajdował się w ruchu. Doliczył do dziesięciu tysięcy kiedy ruch ustał i zapanowała cisza. Poczuł ukłucie. Ujrzał siebie gdy miał dziesięć lat, zobaczył swoich rodziców i pierwszą miłość. Mój boże Adele, jaka ty byłaś niewinna i czysta. Koledzy i koleżanki z klasy machali do niego. Nawet dziadek Al z babcią Megi stali na ganku domu. Pies, kot, nauczyciele, kwiaty przed domem, ojciec grzebiący coś w garażu, mama strzygąca trawnik, ciepły wiatr, zapach wiosny. Poczuł się jak w domu, napięcie przeradzało się w błogostan. Przez chwilę zapomniał co się dzieje wkoło niego, Odnalazł inny wymiar, czuł się bezpieczny. Odbył podróż przez całe dotychczasowe życie.

– Lidia odebrała telefon.

– Halo, słucham.

– Bardzo dobrze, że słuchasz – głos w słuchawce nie wróżył niczego dobrego. Chyba zgubiłaś coś, na czym bardzo ci zależy. Jeśli będziesz grzeczna i zastosujesz się do moich poleceń, jest szansa, że odzyskasz swoją zgubę. Nie rozmawiaj z nikim o naszej rozmowie, tylko w ten sposób zachowasz jego szansę na przeżycie, a ma tylko jedną, nie zapominaj o tym.

Lidia słuchając znieruchomiała . Zanim się otrząsnęła, by wypowiedzieć choć słowo, połączenie zostało przerwane. Wiedziała, że nieprędko ujrzy Johnego. Siedziała nieruchomo a w głowie pędziły myśli, jak zachować się żeby nie spieprzyć i tak trudnej sytuacji w której się znalazła. Jej świat runął niczym Tupolew haczący skrzydłem o brzozę, odtąd zmienia się wszystko. Czuła, że jest w poważnych tarapatach i nie będzie prostym zadaniem wykaraskać się z tego. Ciężko opadła na krzesło, zakryła twarz dłońmi, po czym wstała i w pośpiechu wyszła z mieszkania. Wybiegła na ulicę, skierowała się w stronę sklepu. Wpadła do środka jak huragan.

– Marlboro light i zapalniczkę poproszę.

Zapłaciła ekspedientce, wyszła przed sklep i przypaliła papierosa. Zaciągnęła się głęboko, próbując uspokoić nerwy. Spaliła dwa, jednego odpalając od drugiego. Wepchnęła paczkę do kieszeni i wróciła do swojego mieszkania. Wciąż nie mogąc się otrząsnąć po rozmowie, chodziła nerwowo po mieszkaniu. Wściekłość przeszła w strach. Usiadła na kanapie, patrząc nieruchomym wzrokiem w niewidzialny punkt na ścianie.

Tomek przybył do restauracji ” Sowa i Przyjaciele ” przed umówioną godziną. Po ostatnich aferach taśmowych czuł się w tym miejscu co najmniej zabawnie. Kelnerka podeszła do stolika który zajął.

– Witam pana, czy mogę przyjąć zamówienie ?

– Popłoszę białą kawę, aha może ma pani jakąś taśmę do przesłuchania w czasie gdy będę czekał na mojego gościa ? – zaśmiał się szyderczo.

– No wie pan – oburzyła się kelnerka.

– Ja tylko sobie żałtuję – dodał.

– Słaby ma pan żart – odgryzła się na odchodne.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 15

 blood

 Podeszły do drzwi i zadzwoniły dzwonkiem. Mieszkanie było zamknięte. Marta wyjęła telefon, wykręciła numer.

– Przyjdź do mieszkania Camilli, chcemy się porozglądać. Po dziesięciu minutach zjawiła się współlokatorka dziewczyny. Miała klucze, otworzyła drzwi a Ewelina poprosiła ją żeby została na zewnątrz.

Weszły do środka, mieszkanie było czyste i zadbane, jedynie pościel na łóżku zostawiona była w nieładzie. Ewelina od razu zainteresowała się łóżkiem Camilli. Założyła gumowe rękawice i wyciągnęła pęsetę. Powoli unosiła drobiazgi leżące wśród pościeli, przeglądała je dokładnie i powoli, każdą z osobna. Nie znalazła śladów walki lub szamotaniny. Na wszelki wypadek do worka na dowody rzeczowe schowała kilka włosów, które znalazła na łóżku. Powoli przeszukała całe mieszkanie, nie znajdując nic ciekawego. Zaglądnęła pod łóżko, znalazła tam parę kropel zaschniętej krwi, starannie ściągnęła ślady i schowała do dowodów rzeczowych. Jeśli nie należy do Johnego lub Camilli, jest szansa, że naprowadzi nas na jakiś trop. Poprosiła o przyjazd techników na miejsce w celu szczegółowego przeszukania mieszkania i ewentualnego zabezpieczenia śladów.

Wyszły po godzinie, detektyw zaproponowała, że w drodze na komisariat odwiezie Martę. Ruszyły w kierunku jej mieszkania. Po drodze zaczęły debatę cóż to mogło się stać, że do tej pory żadne z nich nie dało znaku życia. Marta obstawiała: – poszli na całość, może zakręciła go wokół palca, może namówiła na wyjazd nad morze lub na mazury ? Ciężko trafić za tak wyrafinowaną dziwką.

Z kolei Ewelina analizowała Johnego.

– Facet nie przyjechał tutaj na wakacje, myślę, że człowiek na jego stanowisku, wysyłany w konkretnym celu na drugą półkulę jest na tyle odporny na pokusy i odpowiedzialny, że nie ma opcji by zbłądził własnowolnie. Coś musiało się wydarzyć. Rozumiem poniekąd dziwki, jest im obojętne kiedy skończą z klientem i gdzie. Zazwyczaj samotne w obcym mieście, im nie zależy, ale on ? Przyjechał tu w określonym celu, więc odrzucam hipotezę, że dziura przesłoniła mu oczy. Dziewczyny właśnie dojechały pod dom Marty.

– Dziękuję za pomoc – Ewelina podała rękę koleżance.

– Zawsze do usług – odrzekła Marta po czym wysiadła z samochodu i zniknęła w bramie.

Ewelinę po powrocie na komisariat przywitał skowyt szczeniaczków, którzy piali z zachwytu, zresztą jak co dzień. Zignorowała ich, machając ręką na przywitanie. Woliński czekał w drzwiach swojego gabinetu. Z politowaniem spoglądał na chłopaków, którzy zachowywali się jak by pierwszy raz dobrą dupę zobaczyli na oczy.

– Dowiedziałaś się czegoś ? – Kapitan spojrzał badawczo na Ewelinę.

– Zebrałam kilka włosów oraz parę kropel krwi spod łóżka.

– Daj chłopakom do laboratorium, niech ustalą DNA, od tej pory przydzielam cię oficjalnie do tej sprawy, dobierz sobie do ekipy kogo uważasz za stosowne i działajcie. Czas ucieka, za chwilę będzie z tego międzynarodowa afera. Nie mamy czasu do stracenia, działaj dziewczynko, działaj. Możesz odejść. Woliński założył marynarkę na plecy i wyszli razem z jego biura.

Ewelina poszła do laboratorium, które mieściło się dwa piętra niżej. Oddała włosy i krew do analizy. Nie zapomniała dodać, żeby ustalili DNA jak najszybciej mogą. Wróciła do swojego biurka i zajęła się opisywaniem dzisiejszych działań. Nie omieszkała zadzwonić do Tomka i zaprosić go do współpracy przy sprawie. Tomek, czterdziestolatek o ciemnych włosach, delikatnej wadzie wymowy ( r wymawiał jako ł ) wysportowany, porywczy i bardzo dokładny w tym co robił. Bystry, szybki i sprytny. Odpowiadał jej jako partner.

– Halo Tomek, jest sprawa – to były jej pierwsze słowa wypowiedziane do słuchawki.

chiii