Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 24

 

instrumenty

Johny ubrany w kitel lekarski z maską na twarzy podszedł do stołu operacyjnego na którym leżała dziewczyna. Trzęsąc się z nerwów spoglądał to na lekarza, to na pacjentkę, która w pełni świadoma ucichła leżąc spokojnie, patrząc załzawionymi, przekrwionymi, pełnymi strachu oczami. Hendrix zerkał na ”lekarza”, który układał skrupulatnie i w skupieniu narzędzia potrzebne do zabiegu. Asortyment na tacy z chirurgicznej stali nie zapowiadał niczego dobrego.

– Skup się, skup się Johny – powtarzał do siebie w myślach.

” Lekarz ” odezwał się najpierw do anestezjologa czekającego w pogotowiu przy stole.

– Proszę przygotować pacjentkę do narkozy, a ty Johny podejdź do mnie, będziesz uczył się nowego fachu. Wybuchnął śmiechem i zanosił w najlepsze, aż krople potu pojawiły się na jego czole.

– Bardzo kurwa śmieszne – pomyślał Johny. Ruszył w kierunku ” lekarza ”, nie mniej spocony. Obszedł stół od strony głowy dziewczyny i stanął przy nim. Rozglądał się czując, że musi zaryzykować. Wnikliwie przejrzał narzędzia które miał przed sobą, były na wyciągnięcie ręki.

– Co z gorylami i Leną siedzącymi pod ścianą ? – myśli pędziły przez głowę z szybkością myśliwca F-16.

– Dam radę, nie mam wyjścia, muszę podjąć ryzyko – Johny nie przestawał rozmyślać.

 Spojrzał na mężczyznę, który pochylał się nad pacjentką z maską przygotowaną do rozpoczęcia narkozy. Na stole była również rurka intubacyjna, która po uśpieniu powinna zostać wprowadzona do przełyku. Dziewczyna leżała nieruchomo, z jej oczu wylewało się morze łez. Johny wciągnął po cichu powietrze, zupełnie tak jakby chciał dać nura pod wodę próbując zgromadzić jak największy zapas tlenu. W momencie gdy anestezjolog zakładał maskę, szybkim ruchem doskoczył do narzędzi, złapał za nożyce chirurgiczne i odwracając się błyskawicznie wbił je facetowi w oko. Ten runął na podłogę krzycząc przeraźliwie. Johny ze zwinnością godną Bruce Lee chwycił największy skalpel ze stołu i złapał zdumionego ” lekarza ” za szyję, przykładając skalpel do grdyki. Osłupieni goryle wraz z Leną poderwali się z krzeseł.

– Nie ruszać się skurwysyny, bo zabiję lekarza.

chiii

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 23

W

   Ewelina zbiegała po schodach w kierunku dyżurki. Spieszyła się, nie chcąc aby Monika zbyt długo musiała na nią czekać, w biegu wiązała niesforne włosy. Teczka z aktami pod pachą, w ręku gumka do włosów. Przybierała pozy artystki cyrkowej balansującej na linie, próbując wykonać wszystkie te czynności w ruchu. Zrobiła to szybko i sprawnie, godnie zawodowej akrobatki. Poskramiając czuprynę uwolniła rękę, którą gestem zawiadomiła dyżurnego do otwarcia drzwi za którymi czekała Monika.

– Dzień dobry pani Moniko, przepraszam za spóźnienie i zapraszam do siebie – zatrzymała się w drzwiach wejściowych. Ruda podniosła się z krzesła w poczekalni, podeszła do drzwi i wyciągnęła dłoń w stronę Eweliny. Weszły do gabinetu.

– Kawy, herbaty ? – zapytała detektyw.

– Dziękuję, spieszę się.

– Ok, przejdźmy więc do rzeczy. Kapitan Woliński przekazał mi waszą rozmowę. Proszę mi opowiedzieć o swoich wątpliwościach. Ewelina siadła przy biurku, a jej ręce spoczęły na klawiaturze komputera.

– Wszyscy w hotelu podejrzewamy, że Lidia nie jest z nami szczera. Dziś rano powiedziała mi przez telefon iż nie czuje się najlepiej i nie będzie w pracy. Ona nigdy nie bierze wolnego, a biorąc pod uwagę fakt zaginięcia pana Hendrixa uważamy, że nieobecność szefowej jest związana bezpośrednio z wydarzeniami z ostatnich dni. Ewelina oderwała wzrok od monitora spoglądając na Monikę.

–  Tak, to rzeczywiście dziwne zachowanie, próbowałaś się z nią spotkać ?

– Powiedziała żeby jej nie przeszkadzać, dodała również, że będzie z nami w kontakcie, lecz nie dała znaku życia od naszej ostatniej rozmowy telefonicznej.

– Rozumiem – odpowiedziała detektyw. Chwyciła za telefon i wybrała numer.

– Wyślijcie chłopaków pod dom Lidii, tej od zaginięcia Amerykanina, niech sprawdzą czy jest pod swoim adresem, czekam na sygnał czego się dowiedzieli.

– Masz mi coś jeszcze do powiedzenia ?

– Nie, raczej nie, po prostu martwimy się o nią, a sami nie chcemy podejmować żadnych kroków.

– I bardzo dobrze – Ewelina wstała od biurka, podeszła do drukarki z której wyjęła kartkę z zeznaniami Moniki.

– Przeczytaj i podpisz – podała jej również długopis.