Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 18

san

– Chcecie pieniędzy ? Mogę je wam załatwić.

– Panie Hendrix, nie chcemy pańskich pieniędzy. Jak by to ująć…hmmm…jest pan potrzebny raczej jako narzędzie, którym będziemy się posługiwać.

– Narzędzie ? Nie mam zamiaru być waszą marionetką.

– Świetnie pan to ujął, będziemy poruszać sznurkami a pan będzie tańczył tak jak panu zagramy. Jest to jedyny sposób żeby uchronić swoje życie. Johny ja nie żartuję, weź sobie moje słowa głęboko do serca. W przeciwnym razie będziesz martwy, zanim jednak do tego dojdzie przejdziesz przez męki pod taką postacią, że będziesz błagał o śmierć.

– Źrenice Johnego rozszerzyły się, krew napłynęła do głowy. W ataku szału jednym ruchem chwycił za kubek po kawie i cisnął nim w Lenę trafiając w skroń. Strużka krwi pojawiła się na jej głowie. Bezwładnie opadła na stół.

– Skoczył w jej kierunku i chwycił za szyję. Ręce zacisnęły się w uścisku, dusząc nieprzytomną kobietę.

– Zabiję cię pierwszy suko – wrzeszczał.

Na potylicy zimna lufa pistoletu ochłodziła jego zapędy. Głos za plecami powiedział, puść ją i wracaj na krzesło, masz na to trzy sekundy. Usiadł. Dwóch mężczyzn przypięło mu ręce skórzanymi paskami do krzesła. Jeden chwycił Lenę i na rękach wyniósł z pomieszczenia. Po chwili wszyscy wyszli bez słowa. Znów został sam.

W San Francisco o godzinie 7.30 rano Sandra kończyła wyciskać sok z pomarańczy dla swojego syna Marka. Ośmioletni chłopiec kończył śniadanie. Plecak do szkoły był spakowany, mama nalewała sok do butelki i upychała kanapki do pojemnika próżniowego.

– Dziękuję mamo – kręcone blond włosy i śmiejące niebieskie oczy odwróciły się w jej stronę. Mark puścił niewidzialnego buziaka, przykładając rękę do ust, cmokając głośno. Sandra chwyciła całusa, łapiąc go dłonią, po czym schowała głęboko do kieszeni.

– Zostawiam go na później, wyjmę w pracy jak zatęsknię za tobą mój jedyny ukochany mężczyzno – uśmiechnęła się do syna. Spojrzała na zegarek i wróciła się do łazienki żeby dokończyć makijaż. Po pięciu minutach gotowa do wyjścia wróciła do kuchni. – Zbieraj się synku, za pięć minut będzie autobus. Chłopak założył buty, zawiesił plecak, po czym podszedł do mamy i pocałował w policzek. Chodź przed dom, poczekam z tobą na kierowcę. Pogoda była piękna, słońce przyjemnie przygrzewało, słychać było odgłosy ptaków buszujących w koronach drzew.

– Mamo, kiedy zadzwoni do mnie tata ?

– Synku tatuś musiał wyjechać służbowo, odezwie się niebawem, za parę dni wróci i na pewno z przyjemnością spędzi z tobą trochę czasu.

– Tęsknię za nim – oczy chłopca posmutniały. Spuścił nisko głowę i zaczął bawić się kamieniem, przesuwając z miejsca na miejsce lewym butem. W tle słychać było odgłos sinika autobusu szkolnego, który wyłonił się zza wzniesienia. Żółty pojazd zatrzymał się przed domem. W oknach dzieciaki machały do Marka, większość z nich chodziła razem do jednej klasy.

– Trzymaj się mamo – chłopak zostawił zabawę kamieniem, dał jej buziaka i popędził do autobusu. Drzwi za nim się zamknęły i ruszyli powoli w kierunku szkoły. Sandra pomachała jeszcze do syna i wróciła do domu po kluczyki do samochodu zaparkowanego na podjeździe.

Johny siedząc samotnie w pokoju, czekał na rozwój wydarzeń. Przygotowany na najgorsze zastygł bez ruchu. Czas zatrzymał się w miejscu, każda upływająca sekunda wydawała się wiecznością. Wiedział, że zapłaci cenę za atak na Lenę, zastanawiał się tylko jaką. Umysł funkcjonował już normalnie, zaczynał się zastanawiać czy zdoła wykorzystać moment nieuwagi oprawców, żeby spróbować ucieczki. Myślał intensywnie jak się do tego zabrać. Doszedł do wniosku, że musi wymyślić plan, bez niego jest skazany na porażkę. W żyłach zamiast krwi czuł pompowaną adrenalinę, która przybierała na sile do niepokojących rozmiarów. Siedział spokojnie, a w środku wulkan wyrzucał lawę goryczy i złości, która powodowała wewnętrzne trzęsienie ziemi. Wściekłość stawała się jego sprzymierzeńcem, musiał zaprzyjaźnić się, zapanować nad tym, okiełznać siebie, poukładać myśli i wykorzystać energię drzemiącą wewnątrz. Wziął głęboki oddech, wciągając powietrze nosem, wypełnił płuca po czym powoli wypuszczał uspokajając tym samym bicie serca.

chiii

Reklamy

One comment

  1. angin13 · Kwiecień 16, 2015

    Momenty były, i są, a pieniądze rzecz nabyta, a zdrowie ? W tych czasach żeby mieć zdrowie-zdrowym być-musisz mieć ? Pieniądze !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s