Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 22

mercedes

– Spoglądali na niego w milczeniu. Nikt nie zareagował na groźby Johnego. Kiedy zrezygnowany postanowił usiąść, przez drzwi wejściowe wjechało łóżko szpitalne pchane przez jednego z goryli, leżała na nim krzycząca dziewczyna. Miała jakieś czternaście, może piętnaście lat. Blond kręcone włosy, szczupła sylwetka, ubrana w szpitalną piżamę. Ręce i nogi skrępowane skórzanymi pasami. Jej wołanie o pomoc przyprawiało go o ciarki. Była w pełni świadoma. Krzyk przeplatał się płaczem. Oprawcy zaczęli szeptać pomiędzy sobą. Lekarze podeszli do dziewczyny i przenieśli za pomocą goryli i anestezjologa na łoże operacyjne. Nie przyszło im to z łatwością. Dziewczyna szarpała się jak zwierze schwytane w sidła.

– Nigdy nie pozbędę się tej sceny z pamięci – pomyślał Johny. ” Lekarze” kończyli wiązać dziewczynę. W cieniu podnieceni siedzieli Lena z gorylami. Kiedy uporali się z wierzgającą nastolatką jeden z chirurgów zwrócił się do Johnego – podejdź do mnie.

– Nie mam takiego zamiaru – odparł.

– Natychmiast podejdź i ubierz maskę na twarz oraz kitel lekarski – lekarz był bardzo stanowczy.

– Jeśli nie przebierzesz się za chwilę i nie staniesz obok mnie, znajdziesz się zamiast niej na stole operacyjnym. Ton przyprawił Johnego o ciarki na plecach. Wstał i podszedł do lekarza, ten podał mu niezbędne ubrania oraz maskę. Przebrał się posłusznie.

– Możemy zaczynać. Proszę o zajęcie się pacjentką. Johny przyglądał się bezradnie dziewczynie, załzawione oczy spoglądały bezsilnie na niego. Anestezjolog założył jej maskę na twarz. Była coraz spokojniejsza w końcu zamknęła oczy.

– Co chcecie zrobić ? Przecież to jeszcze dziecko. Zostawcie ją w spokoju.

– Lena wstała z krzesła.

– Posłuchaj kretynie. Przestań zachowywać się jak pizda, ta dziewczyna ma więcej jaj niż ty. Zamknij się i obserwuj pana doktora. Spoglądał na stół operacyjny i narzędzia przygotowane do operacji. W głowie zrodził się szaleńczy plan.

Monika wysiadła z samochodu przed bramą główną Komendy Wojewódzkiej. Szybkim krokiem przemierzała chodnik oddzielający ją od drzwi wejściowych. Chwyciła za klamkę i wpadła na wytatuowanego mężczyznę wyprowadzanego pod eskortą trzech rosłych gliniarzy na zewnątrz. Spojrzał na nią. Ostre rysy twarzy, postura siłacza sprawiły, że poczuła się lekko podniecona. Posłał w jej stronę prawie niewidoczny uśmiech. Odsunęła się na bok, odprowadzając go wzrokiem zastanawiała się co takiego zrobił. Po chwili znalazła się w środku i podeszła do dyżurki.

– Dzień dobry, jestem umówiona z detektyw Eweliną…nie dokończyła zdania. Oficer dyżurny przerwał jej w pół słowa.

– Pani Monika tak ? Proszę usiąść i poczekać, za chwilę ktoś po panią przyjdzie. Posłusznie zajęła miejsce na krześle w korytarzu.

Lidia wyjechała na autostradę kierując się w stronę Poznania. Po chwili zadzwonił telefon.

– Z nikim się nie kontaktuj, masz mało czasu więc przyspiesz. Zadzwonię niebawem. – głos w słuchawce zakończył rozmowę. Lidia poczuła jak serce znów jej przyspiesza, dokładnie tak, jak wskazówka szybkościomierza jej Mercedesa.

Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 21

Serce Lidii waliło jak młot, nogi zrobiły się miękkie ze strachu. Zawróciła w kierunku autostrady. Telefon zadzwonił po raz drugi. Tym razem to Monika próbowała dowiedzieć się o której będzie w hotelu. Znała Lidię dobrze i wiedziała, że szefowa nie spóźnia się do pracy.

– Dzisiaj mnie nie będzie, nie czuję się najlepiej więc zrobię sobie wolne – skłamała.

– Ależ Lidio – Monika nie kupiła wymówki.

– Posłuchaj mnie uważnie, skoro mówię ci, że źle się czuję, to uszanuj to i pilnuj żeby hotel funkcjonował beze mnie. Gdybyś dowiedziała się czegoś o Johnym dzwoń natychmiast. – odłożyła słuchawkę wjeżdżając na stację zatankować.

Monika postanowiła porozmawiać z Arkiem i Marcinem na ten temat. Przedstawiła im naprędce przebieg rozmowy, kończąc niewidzialnym znakiem zapytania, który zawiesiła w powietrzu. Spojrzeli na siebie wymownie.

– Oczekujesz od nas odpowiedzi ? – Marcin spojrzał na Monikę.

– A jak ci się wydaje ? – Ruda była wściekła.

Arek gestem uciszył Monikę przykładając palec do ust. Zamilcz na chwilę, chcesz poznać moją opinię ? Uważam, że powinniśmy zawiadomić policję. Lidia w takiej chwili i dzień wolny ? Jak dla mnie, coś tutaj nie gra. Wiem, że kapitan Woliński z komendy wojewódzkiej zajmuje się sprawą Johnego. Może warto do niego zadzwonić . Aha, nie dzwońmy do niej, dopóki sama się nie odezwie. Nie wiem, może martwimy się na wyrost, nie mniej jednak warto trzymać rękę na pulsie. Masz numer do Wolińskiego ? – zakończył monolog pytaniem do Rudej.

– Oczywiście. Jestem jej prawą ręką.

– Zadzwońmy więc do niego. Monika wyjęła z torebki komórkę i wybrała numer z książki adresowej, ustawiła tryb głośnomówiący.

– Woliński, słucham – kapitan odebrał po trzecim sygnale. Dzień dobry, jestem asystentką Lidii z hotelu Dream Rose. – Pani Monika, poznaję – kapitan przerwał jej w pół zdania. W czym mogę pomóc ?  Pani ma dla mnie jakieś informacje ?

– Chciałabym porozmawiać o mojej szefowej, wydaje się nam, że jej zachowanie rano nie było naturalne, martwimy się o nią w hotelu. To specyficzny typ człowieka, nikt z nas tutaj nie przypomina sobie, aby Lidia nie pojawiła się w pracy. Rozmawiałam z nią dzisiaj przez telefon, lecz tłumaczenie, że nie czuje się dobrze i nie pojawi w biurze jest w moim odczuciu argumentem, który jest chęcią ukrycia prawdy. Znam Lidię bardzo dobrze, jej głos podczas porannej rozmowy nie brzmiał naturalnie. Postanowiliśmy zadzwonić do pana dlatego, że odnosimy wrażenie iż ma kłopoty.

Kapitan słuchał w milczeniu. Ok, nie możemy tego zignorować, przyjedźcie na komisariat i zgłoście się do pani Eweliny i Tomka, moich detektywów. Uprzedzę ich o waszym przybyciu. Właściwie proszę przyjechać samej, pani współpracownicy niech zostaną w hotelu. Cieszę się, że pani zadzwoniła do mnie ze swoimi wątpliwościami. To wszystko, dziękuję i do widzenia. Woliński odłożył słuchawkę.

Monika badawczym spojrzeniem zlustrowała Arka i Marcina. Czekała na aprobatę. Po chwili odezwał się Arek –nie patrz tak na nas, tylko pakuj dupę i leć do nich. Jesteśmy na łączach, zostajemy w hotelu, będziemy monitorować sytuację.

W sali operacyjnej zapanowała głucha cisza. Nikt z przebywających w środku nie wydawał z siebie dźwięku. Johny przyglądał się każdemu z nich z osobna. Zatrzymywał wzrok na każdej postaci dłuższą chwilę, w kompletnej ciszy próbował przeniknąć do ich umysłów, pragnął wiedzieć o czym myślą i jaki mają plan. Spoglądał na ”lekarzy” .Źle się kojarzyli. Lena bez słowa siedziała sztywno naprzeciwko. Wibrująca głusza stawała się nie do zniesienia.

– Czy kurwa ktoś przerwie te milczenie ? – krzyknął Jonhy rozdzierając się na całe gardło. Spodziewał się reakcji. Czekał aż dostanie w pysk, czegokolwiek. Nic kompletnie takiego nie nastąpiło.

– Banda pierdolonych ignorantów – zaczynał się rozkręcać. Odpowiedzcie mi na co czekamy ? Chcę do chuja pana wiedzieć – poczerwieniał na twarzy. Tacy jesteście silni, zamurowało was ? Jesteście wykurwistą bandą zjebów. Mam dość, chcę wyjść i wrócić do swojego życia.

– Zamknij swoją niewyparzoną mordę – syknęła Lena.

Obejrzał się w jej stronę.

– Wiesz co żałuję, że nie trafiłem cię mocniej i celniej w twój chory łeb.  Jestem cholernie wkurwiony na siebie, byłem tak blisko i przysięgam na swojego syna, że zrobiłbym to raz jeszcze. Będę czekał aż któreś z was popełni błąd, będę czaił się na wasze życie. A wiecie dlaczego ? Ponieważ na moim już mi nie zależy.

chiii