Chirurg z klubu Hell & Heaven / part 8

 chiii

Jadąc w policyjnym radiowozie, Johny zastanawiał się nad słowami Arka. Przecież tylko chwilę tańczył na parkiecie, nigdzie nie chodził jak i cała reszta. A może odurzony narkotykami robił coś, czego nie pamięta. Przecież czuł się w klubie momentami dziwnie. Na samą myśl, że zrobił coś złego, zimny pot zalewał mu czoło.

– Witam imprezowiczów – sierżant przywitał ich ironicznym żartem. Zapraszam do cel, każdego do osobnej. Wcześniej wszyscy się rozbierać. Zobaczymy czy nie macie interesujących rzeczy przy sobie.

– Ale ja słabo mówię po polsku, proszę o tłumacza, żądam również adwokata – powiedział Johny stanowczym tonem.

– Oczywiście sir, wszystko w swoim czasie, ładuj się do celi. Twój polski nie jest taki zły. Cela była mała, jednoosobowa. Drzwi zamknęły się za nim z hukiem. Usiadł zrezygnowany na skraju pryczy. Niezły początek mojego pobytu w tym kraju. To chyba zły sen. To nie dzieje się naprawdę – pomyślał, po czym przyłożył głowę do małej poduszki i zasnął.

Camilla właśnie kończyła parzyć kawę, w piekarniku dochodziły pyszne chrupiące bułeczki, których woń przyjemnie roznosiła się po mieszkaniu. Ubrana w zwiewny szlafroczek, nuciła jakąś piosenkę pod nosem. Była w doskonałym humorze. Gdzie jest moja rękawica – pomyślała, już czas wyciągnąć pieczywo i przygotować śniadanie. Na stole czekały świeże pomidory, szczypior, biały i żółty ser. Dołożyła po chwili zastanowienia jeszcze ser pleśniowy, dżem truskawkowy i chudziutką szynkę. Podśpiewując, prawie unosiła się w powietrzu. To był naprawdę piękny widok. Obraz kobiety prawdziwie szczęśliwej. Ułożyła produkty z gracją na tacy, nalała kawy, po czym ruszyła do sypialni. Ułożyła tacę na rogu łóżka. Podeszła do śpiącego mężczyzny.

– Johnyyy, pora wstawać, już dziesiąta. Położyła się obok, przysunęła delikatnie do niego. Miał zamknięte oczy. Delikatnie zaczęła całować go za uchem, później po czole i po policzkach. Otwórz oczy kochany, śniadanko czeka. No wstawaj już śpiochu. Powoli zaczął mrużyć oczy, przewrócił się z brzucha na plecy.

Zerwał się jak rażony prądem. – To nie ja, puśćcie mnie, nie zabiłem tej dziewczyny, przyjechałem tu w interesach – krzyczał. Spojrzał na Camillę – gdzie ja jestem ? Kim Ty jesteś ? I co ja tutaj robię ? W jego oczach widoczne było przerażenie, znowu oblał go zimny pot.

–  Nie rozumiem, przecież wszystkich nas zabrali na komisariat.

– Taaak, i co było dalej ? – sytuacja najwidoczniej rozbawiła dziewczynę.

– Zamknęli mnie w celi, byłem zmęczony i udało mi się zasnąć na pryczy. A teraz jestem tutaj. Kim Ty w ogóle jesteś ?

– Johny nie zgrywaj się – śmiała się, aż łzy stanęły jej w oczach. To ja , twoja Camilla – odpowiedziała nie przestając zanosić się ze śmiechu.

– Ćpałeś coś wczoraj ?

– Najwidoczniej dosypali ci coś do drinka – stwierdziła.

– Być może, co nie zmienia faktu, że nie znam cię, czuję się zakłopotany. A co z resztą towarzystwa ? Widziałem jak gliny wyprowadzały Lidię, była cała zakrwawiona, a później jeszcze ciało przykryte workiem.

– Kurwa mać – zaklął. O co tutaj chodzi, możesz mi wytłumaczyć ?

– Opowiem jak zjesz śniadanie.

– Nie jestem głodny. Napiję się kawy, a Ty opowiadaj.

– Od czego by tu zacząć ? Już wiem. A więc koło drugiej w nocy, kiedy wszyscy mieli już dosyć mocno w czubie, wyszedłeś na parkiet. Potańczyłeś przez chwilę, po czym wróciłeś do stolika. Nie było mnie tam, mówię tylko co widziałam. Piliście z przyjaciółmi, dwie dziewczyny pokłóciły się między sobą i wyszły prawdopodobnie wyjaśnić w czym mają problem. Ty, posiedziałeś jeszcze przez chwilę, po czym wróciłeś na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć ze sobą, stwierdziłeś, że nigdy nie widziałeś tak pięknej kobiety jak ja i chcesz spędzić resztę wieczoru w moim towarzystwie. Mało tego, później wyznałeś mi miłość i chciałeś się oświadczyć. Tak na marginesie, to bardzo miłe. Bawiliśmy się jeszcze chyba do godziny czwartej, po czym twój szofer Klaudia odwiozła nas do mnie. Tutaj już pieprzyłeś mnie z dobre dwie godziny. Później poszliśmy spać. Wstałam rano, przygotowałam nam śniadanie. Więc mniej więcej wiesz już jak było.

– Aha wisisz mi trzy tysiące dolarów.

– Za co ? – Johny prawie udławił się przełykając łyk kawy.

– Kochany nie pal frana, nie jestem instytucją charytatywną. To za noc, którą tak intensywnie spędziłeś ze mną.

– Jesteś kurwą ?

– Powiedzmy, że panią do towarzystwa. Tak chyba jest subtelniej, prawda ?

– Johny rozglądał się za swoją marynarką. Dojrzał ją wiszącą na krześle. Ubrał się i podszedł do niej, żeby wyjąć portfel. Obie kieszenie były puste. Ktoś mnie okradł, zginął mi portfel oraz wszystkie dokumenty.

– Nigdy nie zaglądam do kieszeni klientów – oburzyła się Camilla.

– Nie wiem czy zaglądasz czy nie. Fakt, że zginął mi portfel z dokumentami jest niezaprzeczalny. Spadam stąd, daj mi numer do siebie, jak odzyskam pieniądze wtedy ureguluję należność.

– Hola hola, nie tak szybko. Chyba nie wydaje ci się, że puszczę cię bez kasy ?

– A jakie masz wyjście ?

– Jakie ? Zaraz ci pokażę jakie. Chwyciła za telefon i wypowiedziała tylko jedno słowo. Frank.

– Zanim Johny zdążył dojść do drzwi, te otworzyły się, a w nich pojawił się ogromny facet w ciemnych okularach, dobrze skrojonej marynarce i giwerą w łapie.

– Hello Johny – odezwał się zachrypniętym głosem. Johny dostał kolbą w głowę. Upadł nieprzytomny na podłogę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s