Chirurg z klubu Hell & Heaven / rozdział 4

Rozdział 4

chiii

Johny po kąpieli uciął krótką drzemkę, po podróży czuł się tak zmęczony, że gdy wyszedł z wanny i wypił szklankę Whiskey, zmogło go natychmiast. Wstał czując się znacznie lepiej. Nabrał ochoty na dobrą kolację przed wieczornym wyjściem.

Założył czarny garnitur od Hugo Bossa, ciemna dopasowana koszula leżała na nim znakomicie. Wąskie spodnie odsłaniały perfekcyjnie wypastowane buty. Ogolony i pachnący zjechał na dół do restauracji. Kelner podszedł do stolika.

– Słyszałem, że macie dobrą kuchnię, poproszę o coś polskiego, jestem głodny jak cholera – uśmiechnął się do chłopaka z tacą w ręku.

— Proponuję panu delikatną gęś w sosie kurkowym z dodatkami – kelner był profesjonalistą.

– Ok, zaufam pańskiej propozycji, do tego poproszę jeszcze o białą kawę, a teraz proszę mi podać Jacka Danielsa z lodem.

— W tej chwili proszę pana –  kelner ukłonił się, po czym odwrócił na pięcie i poszedł realizować zamówienie. Wrócił po 3 minutach serwując Johnemu Whiskey w oszronionej szklance. Ten przechylił ją prosto do gardła. Rozglądając się po restauracji nie mógł się nadziwić widząc tyle pięknych kobiet w jednym miejscu. Dopiero co wyszedł z hotelowego pokoju, a Polska zaskakiwała go od samego początku.

Kolacja smakowała wybornie. Mięso rozpływało się w ustach, a sos i dodatki sprawiły, że kubki smakowe Johnego oszalały ze szczęścia. Był gotowy na spotkanie. Podszedł do recepcji zapytać czy samochód z kierowcą będą czekać przed hotelem o wyznaczonej godzinie.

Piękna dziewczyna w recepcji uroczo odpowiedziała.

– Panie Hendrix, samochód będzie podstawiony za 10 minut. Kierowca jest poinstruowany gdzie Pana zawieść.

Podała mu również wizytówkę hotelu z numerem do siebie, w razie gdyby miał jakieś życzenia wystarczyło, że zadzwoni, a oni zajmą się resztą. Podziękował recepcjonistce i wyszedł na zewnątrz. Postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza zanim pojawi się auto. Dochodziła godzina 20.30 Był parny lipcowy wieczór. Gwar siedzących przy ogródkach letnich gości hotelowych, potęgował uczucie jak gdyby znalazł się na wczasach. Humor zdecydowanie uległ poprawie i nie mógł się doczekać spotkania. Po chwili przy głównym wejściu zatrzymał się czarny mercedes klasy S z zaciemnionymi szybami. Drzwi kierowcy otworzyły się, a w nich pojawiła się wysoka blondynka z uplecionymi w warkocz włosami. Ubrana w ciemno granatowy uniform, otworzyła tylne drzwi pasażera.

Podeszła do Johnego .

– Mam na imię Klaudia i będę pana kierowcą.

Chwyciła go lekko pod ramię i poprowadziła do samochodu. Johny zdębiał. Sposób w jaki pani szofer zajęła się nim, przyprawił go o zawrót głowy, był oszołomiony. To, jak kontrahenci zadbali o jego samopoczucie, oraz jak wysoki poziom usług zaoferowali było totalnym zaskoczeniem. Nawet za oceanem nie był w taki sposób nigdy wcześniej obsługiwany.

Piękna blondynka powiedziała gdy wsiadał.

– Panie Hendrix jestem tutaj dla pana, więc jeśli ma pan jakiekolwiek życzenia, proszę śmiało mówić. Johny poprosił żeby zawiozła go do klubu. Raczej wygadany na co dzień, teraz kompletnie nie wiedział czego może sobie jeszcze życzyć. Dziewczyna ruszyła spod hotelu, roztaczając nieziemski zapach w samochodzie. Czuł się jak w niebie. Siedział na tylej kanapie, a gęba zjeżdżała mu powoli na podłogę. Jechali przez Warszawę. Rozglądał się ciekawie, by co chwilę łypać okiem na najpiękniejszego szofera z jakim miał przyjemność podróżować. Podjechali pod klub Hell & Heaven. Przed lokalem stała kolejka około 40 osób. Dziewczyna wysiadła z samochodu i otworzyła drzwi Johnemu. Gdy wysiadał, dostrzegł dwóch rosłych ochroniarzy, którzy szli w jego stronę.  Ubrani w czarne garnitury, posturą przypominali Conana Barbarzyńcę. Podeszli do niego.

– Witamy w klubie Hell & Heaven, pozwoli pan, że odprowadzimy go do środka.

Johny dojrzał kątem oka, jak Klaudia posłusznie stała przy samochodzie, zajmując się rozmową z jakimś facetem. Ochrona poprosiła tłoczących się przed wejściem żeby przesunęli się w bok, tym samym robiąc miejsce dla gościa. Weszli do ciemnego korytarza, który rozświetlały lampy ultrafioletowe ukazując graffiti, przedstawiające anioły latające pomiędzy chmurami. Na końcu korytarza znajdowały się ciężkie drzwi. Ochroniarze podeszli do nich i uderzyli parę razy pięściami. Po chwili, uchyliły się powoli.

W środku przytłumione światło z niebiańskim wystrojem potęgowało uczucie jakby przeniósł się z ziemskiego padołu do bram nieba. Kelnerki przebrane za anioły i diablice  robiły wrażenie. Jedna z nich podleciała do Johnego ( tak mu się przynajmniej wydawało).

– Witaj – szepnęła do ucha.

– Pozwól, zaopiekuję się Tobą dzisiejszego wieczoru – wciąż mówiła słodkim głosem.

— Poszę wypij eliksir, który pomoże ci się zrelaksować. Johny chwycił za puchar, po czym przechylił  wlewając całą zawartość jednym haustem do gardła. Wciąż był zszokowany, tym razem anielsko-diabelskim klimatem, który panował w lokalu. Był pod wrażeniem i chciał chłonąć wszystko, czego miał być uczestnikiem. Piękny, seksowny anioł uśmiechnął się do niego.

— Chodź, zaprowadzę cię do twojej Niebiańskiej loży .

Ujęła Johnego pod rękę, przytuliła głowę, a jej blond loki spoczęły na ramieniu mężczyzny.

Facet zaczął zatracać poczucie rzeczywistości, a jeszcze nie dotarł do loży, nie wspominając o zapoznaniu się z gośćmi. Czuł, że ma zawroty głowy, obraz zamazywał się, po czym wracał do normy. Muzyka hipnotyzowała, popadał w niezrozumiały trans. W pierwszej chwili był pełen obaw, by po chwili czuć się świetnie. Przyzwyczajał się do niecodziennej atmosfery, która panowała w Hell & Heaven.

Chirurg z klubu Hell & Heaven / rozdział 3

Rozdział 3

chiii

Głos kapitana przerwał drzemkę Johnego.
– Proszę zapiąć pasy, za 15 minut podchodzimy do lądowania,  temperatura w Warszawie wynosi  obecnie 27 st.
Samolot zataczał krąg nad stolicą, czekając na swoją kolej podejścia do lądowania.
Johny wyjął przewodnik, leciał do Polski po raz pierwszy. Pilot miękko posadził maszynę na ziemi,  by po pięciu minutach zatrzymać się przy terminalu. Jeszcze tylko schody i można opuszczać samolot.  Johny po odprawie wyszedł przed terminal i wsiadł do taksówki.
– Poproszę do hotelu Dream Rose.
Włączył telefon komórkowy i zadzwonił do biura.
– Cześć tu Johny, gdybyście mieli ważne sprawy do mnie, proszę dzwonić na komórkę.  Aha, jestem w Polsce, proszę anulować wszystkie zaplanowane spotkania do odwołania.
Rozglądał się z zaciekawieniem przez boczną szybę. Polskę znał z opowieści znajomych. Do hotelu dotarł po godzinie 17-tej. Wszedł do środka i udał się do recepcji.
– Dzień dobry  – powiedział łamaną polszczyzną.  Recepcjonistka uśmiechnęła się,  a w kwestii formalnej zapytała.
– Pan Hendrix jak domniemywam  ?
Johny odpowiedział uśmiechem.
– Tak, Johny Hendrix – dodał po chwili,  a na jego twarzy wciąż promieniał uśmiech.
– Apartament jest dla Pana przygotowany.  – Nr 312, znajduje się na 6 piętrze – dodała po czym przywołała boya hotelowego, aby zajął się bagażem gościa. Chłopak chwycił za walizkę Johnego i poprowadził w stronę windy.  Johny otworzył drzwi kartą magnetyczną, wyciągnął z kieszeni portfel i wręczył chłopakowi banknot dwudziestodolarowy. Ten podziękował grzecznie kłaniając się nisko, po czym dodał, że gdyby czegoś potrzebował, służy mu pomocą.
Johny obejrzał dokładnie apartament,  rozpakował ubrania z walizki i powiesił w szafie. W międzyczasie nalewał wody do wanny, miał chęć na gorącą kąpiel po długiej podróży.

Lidia po porannych wydarzeniach wciąż była podekscytowana. Myślała o Monice i o tym jak przyjemnie było im razem. Weszła pod prysznic żeby przygotować się do wieczornego przyjęcia. W głośnikach sączył się utwór Dżemu ”Czerwony jak cegła ”. Nuciła po cichutku  w międzyczasie woskując nogi. Była w świetnym humorze, na wannie stała lampka czerwonego wina, którą powoli sączyła śpiewając. Zastanawiała w co się ubrać, żeby zrobić oszałamiające wrażenie na gościach. Wybór padł na czerwono czarną, koronkową bieliznę, do kompletu obcisła sukienka podkreślająca idealne pośladki. Na górę bluzka odsłaniająca plecy, całość zwieńczyła wysokimi szpilkami na cieniutkim obcasie. Przejrzała się w lustrze czy wszystko leży tak jak powinno.  Spryskała ciało perfumami od Channel,  poprawiła usta wściekło kurewsko czerwoną pomadką. Zadowolona z efektu nalała jeszcze lampkę wina.
Wypiła łyk i zadzwoniła po taksówkę.

Chirurg z klubu Hell & Heaven / rozdział 2

Rozdział 2

chiii

W Warszawie poranne korki osiągnęły apogeum. Lidia jadąc do hotelu poprawiała makijaż w lusterku. Wyjęła z torebki kurewsko czerwoną szminkę. Jako pani dyrektor hotelu uwielbiała, gdy postrzegano ją jako ostrą sucz.

Stanowisko które piastowała,  poniekąd wymagało aby tak ją odbierano. Uwielbiała gdy widziano w niej seksowną 28 latkę u szczytu kariery.

Lidia nosiła bardzo krótkie spódniczki, które odsłaniały zdecydowanie za dużo. Bluzeczki przeważnie rozpięte były o jeden guzik za daleko. Perfekcyjne ciało wystawiała na pokaz, bez cienia zażenowania. Ona po prostu się tym jarała.  Władza i seksapil, połączenie idealne. Była wymagająca, punktualna i bardzo rygorystyczna,  co w połączeniu z seksualnością tworzyło mieszankę wybuchową. Nie ukrywała, że uwielbia seks, jeśli miała ochotę, zawsze u jej boku pojawiał się jakiś przystojny gentelmen. Nie była w stałym związku, wykorzystywała facetów wtedy, kiedy ona miała na to ochotę. Karierę rozpoczęła 5 lat temu i bardzo szybko wspięła się na sam szczyt. Złośliwi współpracownicy twierdzą, że udało jej się, poprzez nadzwyczajne zdolności negocjacyjne.

Lidia podjechała pod hotel Mercedesem SL 500. Oliwkowy kolor auta idealnie współgrał z jej zieloną mini spódniczką.

Boy hotelowy otworzył drzwi samochodu.

– Dzień dobry pani – ukłonił się w geście powitania.

– Dzień dobry Tomku – odpowiedziała Lidia,  po czym przekazała kluczyki chłopakowi. Wchodząc do holu czuła spojrzenia śliniących się facetów. Szła szybkim krokiem, kręcąc perfekcyjnym tyłkiem. Nie wyglądała na dyrektora hotelu, raczej na młodą, bogatą córeczkę jakiegoś milionera. Weszła do gabinetu, chwyciła za telefon i zadzwoniła do swojej asystentki.

– Monika, przyjdź do mojego gabinetu – rzuciła do słuchawki. Odłożyła aparat,  podeszła do lustra, poprawiła makijaż, wyjrzała przez okno. Wróciła do lustra, zsunęła swoje mikro majteczki, po czym ukryła je w torebce. Lidia podnieciła się bardzo, po wewnętrznej stronie uda poczuła stróżkę soku. Była mokra, ręką wytarła udo, oblizując dłoń. Poprawiła spódniczkę i usiadła na sofie, na której przyjmowała gości.

Monika zapukała do drzwi gabinetu pani dyrektor.

– Proszę – Lidia zaprosiła dziewczynę.

– Dzień dobry – Monika wchodząc uśmiechnęła się do Lidii.

– Usiądź proszę – zaprosiła asystentkę na kanapę.

Monika zajęła miejsce naprzeciwko szefowej. Lidia siedziała wygodnie z nogą założoną na nogę.

– Dzisiaj wieczorem chcę abyś poszła ze mną do klubu, mamy spotkanie z kontrahentem który przyleci do naszego hotelu popołudniu. Ubierz się w coś wygodnego i kobiecego. Wiesz co mam na myśli – zagaiła Lidia.

Monika uśmiechnęła się odsłaniając piękne dołeczki na policzkach. Pojawiały się zawsze gdy dziewczyna się rozpromieniała.

– Oczywiście pani dyrektor, wiem co pani ma na myśli.

– Czy są jeszcze jakieś życzenia, które mogłabym spełnić ?

– Niech pomyślę – Lidia zmarszczyła czoło.

– Tak – odrzekła po chwili .

– Chcę żebyś przyszła ubrana w krótką sukienkę,  chcę żebyś nie miała bielizny pod spodem.

– Dlaczego ? – Monika zapytała oblewając się rumieńcem.

Lidia wstała z kanapy i podeszła do barku, wyjęła czerwone wino, napełniła dwie lampki. Wróciła do Moniki,  stanęła nad nią i podała trunek.

– Chcę żebyś po prostu spełniła moje fantazje.

Oparła nogę na brzegu kanapy, odsłaniając niechcący kawałek wydepilowanej wilgotnej cipki.  Monika czerwona jak malina nieśmiało zwróciła się do Lidii.

– Ale pani prezes…bo ja niechcący…ja… – dziewczyna była zawstydzona.

– Ja…nie chciałam…pani noga…sukienka się podwinęła…prze…prze…przepraszam…

Lidia uśmiechnęła się do asystentki.

– Nic się nie stało, powiedz co zobaczyłaś, że tak ciężko ci się wysłowić ?

– Ja…spojrzałam na pani dziurkę…przepraszam…

Jest pani naga, taka naga i taka piękna – wydusiła w końcu Monika.

– Podobam ci się  ? – zagaiła Lidia, czując jak znowu robi się mokra.

– Pani jest taka piękna – Monika wciąż patrzyła na cipkę Lidii.

– Podobam ci się?

– Bardzo.

– Chcesz mnie dotknąć  ?

– Ale pani Lidio…jak…ja… – zaczęła znów się jąkać.

– Nie bój się, połóż rękę na moim udzie  – zachęcała Lidia.
Monika dopiła wino, po czym powoli, nieśmiało wyciągnęła dłoń w kierunku uda Lidii. Czuła jak cipkę wypełniają soki rozkoszy.
Miała chłopaka, lecz czuła się taka podniecona. Gdy ręka dotknęła uda Lidii , dotarło do niej jak bardzo mokra jest szefowa. Soki płynęły niczym strumyk górski.
– No dalej, nie wstydź się, połóż rękę wyżej. – Lidia mówiła szeptem z namiętnością  w głosie.
Monika podniecona zachętami, przesunęła rękę wyżej, docierając powoli w okolice warg sromowych. Złapała je delikatnie,  rozpoczynając zabawę palcami. Wsunęła jeden do środka. Lidia była w ekstazie. Podwinęła sukienkę wyżej,  tak żeby Monika mogła swobodnie ją pieścić. Pochyliła się nad nią i szepnęła do ucha.
– Chciałabyś mnie skosztować  ?
Nie czekając na odpowiedź położyła się na kanapie. Uniosła wysoko piękne nogi. Asystentka wyciągnęła palec z cipki, oblizując go namiętnie, mrucząc  jak kotka. Przysunęła twarz bardzo blisko pachnącej waginy, czuła ciepło, widziała jak pulsuje.
Pragnęła jej ze wszystkich sił. Wysunęła język delikatnie muskając wargi sromowe, by po chwili zanurzyć go głęboko. Ssała namiętnie i łapczywie.
Lidia szczytowała.
Chwyciła Monikę za włosy, przyciągnęła mocno do siebie.  Doszły razem.
Pocałowały się namiętnie na koniec.
– Wracaj do pracy  – powiedziała Lidia wciągając majtki na wypieszczoną cipkę.
– Oczywiście – odparła Monika poprawiając makijaż.

Chirurg z klubu Hell & Heaven

Rozdział 1

chiii

Johny właśnie dojeżdżał do biura . Była sobota , więc mógł pojawić się tam później. Pijąc kawę w papierowym kubku, słuchał radia, które nadawało The Doors .

Come on baby, Light my fire … – nucił pod nosem .

Uwielbiał swojego Astona Martina. Czuł się w nim świetnie, samochód poprawiał mu humor. Po przybyciu na miejsce przyłożył kartę magnetyczną do czytnika przed szlabanem, który ustawiony był przed wjazdem do podziemnego garażu  biurowca.

Zielona lampka sygnalizowała , wszystko ok , zapraszam na miejsce . Pod ziemią pomruk silnika V 8 przyprawiał go o dreszcze .

Johny zaparkował auto. Wysiadł dopijając kawę.

Drzwi do windy, Znowu karta .

– Bip – zielona lampka .

Wjechał na 11 piętro, gdzie znajdował się jego gabinet . Poczuł przyjemny chłód klimatyzacji otwierając drzwi biura . Podszedł do okna i opuścił żaluzje . Słońce schowało się za zasłoną , a na jego biurko padł przyjemny cień . Włączył komputer, aby sprawdzić pocztę .

Ktoś zapukał do drzwi .

– Proszę – powiedział .

-Dzień dobry Prezesie – to była Sylwia, sekretarka Johnego. Dziewczyna o długich brązowych włosach, jeszcze dłuższych nogach i czarnych oczach . Ubrana w przepisową spódnicę kończącą się przed kolanami i granatową bluzeczkę , wyglądała jak najpiękniejsza stewardessa z linii Fly Emirates, którymi Johny podróżował często . Zawsze w Business Class .

– Dzień dobry słoneczko – przywitał się uprzejmie.

– Panie Prezesie – dziewczyna uśmiechnęła się czerwieniąc.

– Przypominam, że o godzinie jedenastej ma pan spotkanie w sprawie budżetu na przyszły rok.

– Pamiętam doskonale – odrzekł.

– Sylwio, czy mógłbym prosić kawę i zestawienie finansowe za zeszły rok ? Uśmiechnął się uroczo do sekretarki.

– Oczywiście – odparła.

Odwróciła się w stronę drzwi, po czym ruszyła w ich kierunku kołysząc biodrami. Jestem szczęściarzem. Przez chwilę spoglądał jak dostojnie się oddala, po czym zabrał się do przeglądania internetu. Na biurku dosłownie po chwili odezwał się telefon.

– Halo, tu Johny Hendrix – rzucił do słuchawki.

– Cześć, tu Sebastian – głos po drugiej stronie był podekscytowany.

– Posłuchaj, potrzebuję cię w tej chwili na lotnisku, wysłałem już chłopaków po ciebie.

– Mam spotkanie w sprawie budżetu za godzinę – żachnął się Johny.

– Odwołaj.

Sebastian odpowiedział krótko i stanowczo. Johny odłożył słuchawkę. Drzwi od gabinetu otworzyły się, pojawiła się w nich Sylwia z kubkiem kawy oraz dokumentami o które prosił. Spojrzał na nią badawczym wzrokiem.

– Odwołaj spotkanie.

– Ale szefie, budżet.

– Odwołaj – burknął najwyraźniej poddenerowany.

– Tak jest – przytaknęła z ponurą miną.

Wstał zza biurka, przechodząc obok sekretarki zabrał z jej dłoni kubek z kawą. Wyszedł szybkim krokiem. Przed budynkiem czekał zaparkowany czarny Lincoln. W środku trzech mężczyzn. Johny podszedł do samochodu, usiadł na tylnej kanapie. SUV ruszył z piskiem opon. Mężczyźni jechali w kompletnej ciszy. Na lotnisku pojawili się jakieś dwadzieścia minut później. Wjechali na płytę lotniska.

Rozpoznał Sebastiana z daleka, ten był na tyle charakterystyczną postacią , że Johny poznał by jego sylwetkę nawet po ciemku.

195cm wzrostu, siwe włosy, okulary na czole, kwadratowa szczęka. Ubrany w czarną koszulę, jeansy i eleganckie buty. Za jego plecami stał mały odrzutowiec. Schody do samolotu były rozłożone, a w drzwiach stała stewardessa rozglądając się dookoła. Sebastian otworzył drzwi samochodu.

– Cześć Johny – wyciągnął rękę w geście powitania.

– Witaj – Johny najwyraźniej nie był zadowolony ze spotkania.

– Przepraszam, że przeszkodziłem ci dzisiaj, ale to sprawa nie cierpiąca zwłoki – Sebastian uśmiechnął się delikatnie.

– Lecisz do Polski.

– Gdzie? Na twarzy Johnego malował się grymas niezadowolenia.

– Podpiszesz umowę i wracasz z powrotem. Zajmie ci to parę dni. Z resztą przygotowałem wszystkie instrukcje, poczytasz sobie w trakcie lotu.

– Powodzenia.

Sebastian klepnął Johnego w ramię i pchnął delikatnie w stronę maszyny. Ten ruszył w kierunku stewardessy, która uśmiechała się w drzwiach wejściowych. Wszedł na pokład i zajął miejsce w fotelu. Piękna dziewczyna podeszła do niego i zapytała.

– Czego się pan napije, panie Hendrix ?

– Wódkę z sokiem – odpowiedział.

– Za 10 minut startujemy, proszę się zrelaksować – uśmiechnęła się zalotnie, po czym poszła przygotować drinka.

Wypił duszkiem, po czym zagłębił się w lekturze instrukcji, którą przygotował Sebastian.

– Postarał się – pomyślał Johny patrząc na teczkę, na której widniał napis ”Dream Rose”.

Silniki zawyły, a w głośnikach zabrzmiał głos kapitana.

– Witamy na pokładzie, proszę zapiąć pasy, kołujemy na pas startowy. Życzę miłego lotu.

Johny spojrzał przez okno samolotu. W myślach powiedział do siebie – jak ja nie lubię opuszczać San Francisco.