Cofnąć się w czasie.

pustynia

    Czas upływa tak szybko, zdecydowanie za szybko. Kiedy byłem mały, bardzo pragnąłem być duży, teraz kiedy jestem duży, chciałbym cofnąć się w czasie. Do lat beztroski, kiedy wszystko było nam wolno. Znów borykać się z problemami dzieciaka.  Wyjść na podwórko i zagrać w kapsle, napić się wody z saturatora. Pośmiać, tak zupełnie szczerze. Uciec dzielnicowemu, pójść na szaber, postrzelać z pestek. Wieczorem spotkać się ze znajomymi na boisku szkolnym. Popalić fajki za garażami i  napić się wina.

Ech…to były czasy.

Czym człowiek starszy, tym bardziej gdzieś ta spontaniczność zaczęła umykać. Zastąpiła ją pustynia, roztaczjąca się jak wzrokiem sięgnąć. Usta spalone od słońca, rozglądam się za zieloną oazą, wypatrując jej łapczywie. Kiedy w końcu pojawia się w zasięgu wzroku, biegnę w jej kierunku. Ukochane Słońce wypala mi kolejną dziurę w głowie. Czołgam się wyczerpany, centymetr po centymetrze, piach zgrzyta między zębami. Już niedaleko, jest na wyciągnięcie ręki.

Niestety, to tylko kolejna fatamorgana.

Przepustka do raju.

     Wychodząc ze swoich zapyziałych dziur, rozglądali się wokół siebie. Końskie łajno, roztaczało przyjemny zapach w powietrzu. On i Ona z sianem we włosach, spojrzeli jedno na drugie. On rzucił w jej stronę – za wszelką cenę zróbmy coś, żeby wyjechać stąd raz na zawsze. Ona podchwyciła w mig – cena nie ma znaczenia, jaką przyjdzie zapłacić za naszą transformację. Poszli razem w stronę rzeki. Weszli do lodowatej wody, zrobić poranną toaletę. Odświeżeni, założyli czyste szmaty. On pochylił się, aby zawiązać worek. Ona podała kijek. Walizka była gotowa. Kiedy Ona kończyła pakowanie dobytku, On ukradł konia i wóz drabiniasty.

Byłi gotowi do drogi.

Ruszyli przed siebie. Koń radośnie parskał, kiedy Oni wtuleni w siebie planowali życie. Po długiej i męczącej podróży, dotarli do miasta.

Zapomiałem dodać, że On ukradł jeszcze po drodze krowę, którą sprzedali 2 dni póżniej.

Mieli na start.

Wynajeli pokój, Ona pilnowała dobytku, kiedy On pilnie się uczył. Kiedy On pracował po nocach, Ona zagłębiała się w lekturze. Po kilku latach, oboje zdobyli wykształcenie, byli kimś. Dążyli wytrwale do założonych celów. W końcu ogarnęła ich dzika żądza władzy. Chcieli salonów. Oboje zapisali się do partii. Wspinając po szczeblach kariery, nie mieli wyrzutów sumienia, kiedy poświęcali swoich znajomych i przyjaciół. Robili to dla kraju, który tak bardzo ich potrzebował. Byli gotowi skłamać, donieść, zranić, a nawet zabić, byle nie spaść ze stołka, na który poświęcili dotychczasowe życie. Delektowali się władzą, smakowali każdy kęs. Ich kieszenie, nie były już dziurawe. Starannie zaszyte, z przepustką do raju.

Dzisiaj.

Ona, ma czerwoną sukienkę.

On, wie jak trzymać sztućce.

Dziwka też człowiek.

 

   Pisząc wczoraj z kolegą na fejsie,  Pan.P. podsunął mi temat. Temat raczej niewygodny, ale co mi tam. Prostytucja w naszych oczach.

   O dziwkach najczęściej rozmawiamy w gronie męskim, dość często w stanie upojenia alkoholowego, bo jak wiadomo, po pijaku każdy robi się urka-burka. Rozmawiamy, nie znaczy korzystamy. Choć nie bedę robił z facetów świętych. Wiem, że większość z nas miała jakieś doświadczenia, a jak nie, to znaczy, że kłamie. I żeby wszystko było jasne, mówię o samotnych mężczyznach, zmęczonych odciskami na dłoniach. Tak czy siak dziwki były są i będą, czy to nam się podoba czy nie. Prostytutki możemy odwiedzić w burdelu, domu, lub na parkingu leśnym. Te z lasu, potocznie nazywane Tirówkami ( jak słusznie zauważył Pan.P ) powinny być nazywane Osobówkami. W lecie jadąc nad morze, lub w góry, przyjrzyjcie się , Kto jest ich klientami. No jasne, że faceci w  samochodach osobowych, oddając się uciechom, kiedy żona z dziećmi na wczasach albo nie daj bosze, migrena ją dopadła. Tam nawet miejsca nie ma dla samochodu ciężarowego. Ich alfonsi musieliby zainwestować w parkingi dla ciężarówek, a nie stawiać dziewczyny na skraju lasu. Marynarze również mają przyklejoną etykietę. Jeśli jesteś marynarzem, tzn. że w każdym porcie masz mieć dziwkę ??? Nie rozumiem szufladkowania.

    Wracając do cór Koryntu, część z nich robi to, bo lubi. Część zmusza sytuacja, a jeszcze inne chcąc wyrwać się z szarości i braku jakichkolwiek perspektyw, jadą w nieznane, kończąc w tureckich burdelach.

    Różnie się ludziom w życiu układa, a dziwka też człowiek.

Zły sen i randka w ciemno.

   Obudził mnie dzisiaj w nocy zły sen, bardzo złyy. Uciekałem w tym koszmarze ile  sił w nogach. Wiecie jak ciężko biega się we śnie ??? Był to najgorszy z możliwych jakie kiedykolwiek mi się przyśniły.

   O 4.23 poderwałem się z łóżka z przeraźliwym krzykiem. Spocony, zmęczony, zdyszany z sercem bijącym jak młot. Oszołomiony wydarzeniami, nie mogłem w pierwszym momencie zatrybić, jak mam na imię i czy aby napewno powróciłem do realnego świata. Masakra jakaś. Co było tematem masakry piłą mechaniczną ? A mianowicie randka w ciemno.

  Sytuacja miała miejsce  jakieś 2 lata temu. Zapomniałem o tym zajściu aż do dzisiejszej nocy. Kolega z którym się spotkaliśmy na piwie, opowiedział mi o pewnej dziewczynie, która jak twierdził, chce mnie poznać. Nie lubię randek w ciemno, ale znajomy zapewniał mnie, że spoko dziewczyna, bardzo miła i w ogóle nie pożałuję. Wbrew sobie, dałem się skusić. Wyznaczyliśmy miejsce i datę spotkania.  Miałem chyba dwa dni do godziny zero, wciąż bijąc się z myślami czy dobrze robię.

  Czekałem, czekałem, aż nadeszła godzina zero.

  Byliśmy umówieni na mieście. Z sercem na ramieniu dotarłem w wyznaczone miejsce. Pamiętam jak wyłoniłem się zza zakrętu i zobaczyłem … wielką czerwoną kokardę na dyni. Zwariowałem przez chwilę. Pomyślałem czy ja trafiłem do Disneylandu ??? Czy może do ukrytej  kamery ??? Ponieważ dziewczyna z kokardą wielkości Statuły Wolności, pomachała do mnie, przepadłem z kretesem. Po wymianie sztucznych uprzejmości ( z mojej strony ) usiedliśmy w ogródku knajpy. Nerwowo rozglądałem się za ukrytymi kamerami i znajomymi turlającymi się ze śmiechu. Nikogo nie zlokalizowałem, całe szczęście.

  Zaproponowałem jej coś do picia. Zamówiła pizzę giganta.

  Powiedziałem że nie jestem głodny, a ona że nie jadła śniadania, więc chętnie coś przekąsi.

  Kelner przyniósł zamówienie, pizza żeby lepiej zobrazować jej rozmiar, miała śrenicę koła od Hummera.  Koleżanka ugryzła pierwszy kawałek.  Wow, kopara opadła mi na podłogę, zerwałem się za szczęką aby nie wpadła pod samochód. Wrażenie jak przy starcie promu kosmicznego. Następny kawał żarcia wylądował w jej paszczy, nie przełykając drugiego. Przy pełnej japie, opluwając mnie kawałkami papryki, piękna nieznajoma rozpoczęła monolog. A ja siedząc naprzeciwko, bombardowany, kawałkami jedzenia, czułem jak mój mózg zaczyna dostawać obrzęku. Napuchł do rozmiaru dyni, wiecie takiej jak się wycina na Heloween. Słuch mi odcięło, nie słyszałem nic. Wzrok jedynie został, mózg przekazywał obrazy. Bardzo złe obrazy, plująca się dziewczyna, połykająca łapczywie koło od Pick-upa. Decyzja mogła być jedna – UCIECZKA !!! Przeprosiłem – sorry muszę do toalety. Nawet nie zauważyła jak wstawałem od stolika. Pochłaniając i  wciąż plując przed siebie, nawet nie mrugnęła okiem. Poszedłem zapłacić, po czym  zaczęła się najszybsza i najdłuższa ucieczka w moim życiu. Ustanowiłem dwa rekordy świata. Na 100m, i 400m z przeszkodami. Padając na ryj dobiegłem do domu.  Wypiłem cztery szybkie szklanki  Whiskey , po czym akcja serca powoli zaczęła spadać. Dochodziłem do równowagi prawie miesiąc. Przeżyłem największy koszmar życia.

  Nigdy więcej randek w ciemno. 

Parszywa siódemka.

   Jako przedstawiciel płci brzydszej, klepnę parę słów. Nie lubimy, bardzo nie lubimy, dziwnych zachowań kobiet. Niektóre kwalifikują się do odstrzału, w trybie natychmiastowym. Wiem,  znowu się czepiam. Nic jednak nie poradzę. Mówię to co widzę, bo przecież jest chyba wolność słowa ?

Na mojej Top 7 List.

Number One:  Kochanie moje Najdroższe – czy mógłbyś potrzymać moją torebkę ?

Ja tylko na chwilę polecę w półki, takie gustowne sukienki tam wiszą, one wręcz mówią do mnie . Nie, nie mogłbym przykro mi. Wielu z nas, określam  jako twardych i hardych pantoflarzy, Koksy uwielbiają popierdalać po sklepach, ulicach z damskimi torebeczkami, kiedy ich Panie oddają się szałowi zakupów. Drogie Panie nie zadręczajcie nas, a na zakupy chodźcie z kartą, a to co kupicie odrazu zakładajcie na siebie. Albo noście torebeczki same.

Number Two:  Skarbeńku – otwórz mi drzwi.

Wiesz paznokcie mi jeszcze nie wyschły. Pomaluj sobie wcześniej i sama se otwórz. Nie zatrudniłem się w charakterze odźwiernego. Do dziś nie wiem o co chodzi z tymi drzwiami.

 Numer Three:  Gdzie gnoju leziesz ???

Co … znowu do kolesi ???  No jasne, przecież nie jestem skazany wyrokiem sądu najwyższego, męczyć się z Tobą przez cały czas. Potrzebujemy wolności, oraz delektowania się świeżym powietrzem. Nie jesteśmy niczyją własnością.

Number Four:  Wieszanie na pajączka.

Nie daj bosze w towarzystwie. On zażenowany sytuacją – Ona wisząca na jego silnym ramieniu.  Jasne że Was kochamy, co nie znaczy że mamy mizgać się 24h. Nie potrzebujemy demonstrować całemu światu, jak bardzo się kochamy.

Number Five:  Ciągły foch.

Ile dni w miesiącu można być przed okresem ? 30 ??? Trochę uśmiechu i czułości czasem nie jest takie złe. Zwalać wszystko na hormony, to nie jest wyjście z sytuacji.  

Number Six:  Sex a właściwie jego brak.

Boli mnie głowa, dupa, noga, jestem zmęczona. Bądź, ale nie codziennie. My też jesteśmy zmęczeni czasami, mimo to podnosimy rzuconą rękawicę i stajemy z Wami do walki. A wszystko dla Waszej przyjemności.

Number Seven:  Ciągłe oczekiwania.

Ona –  Kochanie wiesz że bardzo Cię kocham.

On – wiem Brzoskwinko.

Ona – to kup mi perfumy i ładny samochodzik do nich w zestawie.

Zaraz zaraz, dlaczego mi nikt nie kupuje samochodzików, o perfumach nie wspominając.  Czy to jakaś tradycja że My dla Was ?? Tak bardzo walczyłyście o równouprawnienie. Kompletnie nie rozumiem Waszych oczekiwań.

Rozjechane księżniczki.

     

      Zauważyłem pewne zjawisko na mieście, a w sumie bardziej w lokalach rozrywkowych, choć nie jest to regułą. Zjawisko to, ostatnimi czasy  znacznie przybrało na sile. A mianowicie zauważam coraz więcej księżniczek, szczerze mówiąc rozjechanych dość mocno przez rycerzy, którzy to zdobywali je w ich czasach świetności. Panie wciąż żyją przeszłością (bardzo odległą), lecz w ich mniemaniu nic się nie zmieniło. Styl bycia, sposób w jaki się ubierają, pozwala im mieć nadzieję. Wciąż czują się jak małolatki, które mogą wyrwać księcia.

       Nie, nie mogą !!!  Zabraniam !!!

       Każdy książę o zdrowych zmysłach (nawet ten zmieniony w żabę) nie pójdzie na układ z Panią, powiedzmy to otwarcie – starą lampucerą. Jakby tego było mało, owe księżniczki mają takie wymagania, że drobne przewracają się w  kieszeni. Książę musi spełniać szereg warunków. Powinien posiadać wielki zamek, co najmniej 2 rasowe konie w swoim garażu, o złotych dukatach nie wspomnę. Wiadomo, muszą ich być miliony. Powinien zapewnić swej wybrance (brrrr) dostatnie i bezstresowe życie. Jego księżniczka powinna brylować na salonach, broń bosze nic nie robić. Od czego ma się królewicza – wiadomo. Całe szczęście że czasy się zmieniły, kto przytomny poszedł z duchem czasu. Te które zatrzymały się w swoich wyimaginowanych bajkach, wciąż będą krążyć między nami, strasząc niemiłosiernie.

A Ty, jak lubisz ???

        Słyszałem że większość z Was(!) preferuje pozycję po bożemu, przy zgaszonym świetle. Słyszałem również że część z Was nie ściąga nawet spodni a jedynie zsuwa je do kostek. Słyszałem również że niektóre Panie uwielbiają kochać się odchylając  majteczki tak, aby facet miał dostęp do dziurki lub dziurek. Ktoś opowiedział mi historię o powrocie do łask dżungli w miejscach tak bardzo starannie depilowanych w XXI wieku. Słyszałem o złotym deszczu (siku), który doprowadza do ekstazy co niektórych. Nieźle musi walić uryną, ale za to musi być cieplutko. Na szczęście jestem prawiczkiem i nie są mi znane w/w techniki. Stąd moja ciekawość jak to jest naprawdę. Obiecuję że jak już znajdę taką co mnie zechce, też oddam swój głos w ankiecie.

Możesz wybrać kilka opcji.

                                                                                                   

Walizka

     

        Kiedy miałem…hmm dokładnie nie pamiętam ile lat ( demencja ), bardzo podobały mi się filmy przygodowe. Wiem, przypomniałem sobie. W domu był już kolorowy telewizor ”Rubin”. Z zazdrością i otwartą gębą pochłaniałem kolejne super-produkcje.Wartka akcja przykuwała mnie do krzesła, skutecznie na długie godziny. Nie będę wymianiał jakie to  tytuły, bo to nie Kinomaniak. Też chciałem w przyszłości być jak główni bohaterowie, którzy nie wiedzieli co to nuda. Przygoda czaiła się za każdym rogiem, wzgórzem czy zakrętem. Dla mnie to było coś.  Chciałem spakować walizkę i ruszyć przed siebie. Nie ogarniałem jak większość facetów ( w tamtych czasach) mogła funkcjonować jak zaprogramowane roboty. Ich softy miały podobne wersje – śniadanko, praca, powrót do domu (często na czterech), kapcie, obiad, telewizja, zjebka od żony, piwko, lulu. I tak do obsrania. No jakoś nie wyobrażałem siebie z takim oprogramowaniem. Zabrałem więc mój komputer ZX SPECTRUM PLUS, magnetofon, kasetę i pobiegłem do programisty żeby wgrał mi inny program. A że chłopak uzdolniony był nieprzeciętnie, jak powiedziałem tak zrobił. Wróciłem do domu, odpaliłem kompa, odpaliłem magnetofon ( dla nie kumatych – na kasecie było nagrane oprogramowanie dla mnie) i… dwa razy wciągnęło kasetę. Walczyłem z sześć godzin, jakoś wydobyłem  dane. W końcu Bingo !!! Udało się.

      Mam zupełnie inny program od reszty. I wiecie co ??? Od kilkunastu lat nie mogę rozpakować mojej walizki.

W objęciach Mafii

 

     

        Muszę się czymś  pochwalić, choć nie lubię tego robić. Wczoraj dopadł mnie głód. Dokładnie taki sam jak na reklamach Danio. Razem z kolegą Tomkiem (nie mylić z agentem Tomkiem), postanowiliśmy napić się kawy. Wybór padł na zaprzyjaźnioną pizzerię ”Mafia” na rynku Pogodno w Szczecinie. Bardzo miły lokal. Po wejściu zostaliśmy przywitani osobiście przez  Ojca Chrzestnego Zbycha, właściciela lokalu. Zamówiliśmy 2 kawy, siedliśmy w loży dla rodziny, a ja zagłębiłem się w menu. Głód atakował mnie coraz bardziej, byłem bliski śmiertelnego zejścia z tego świata. Dokonałem wyboru. Makaron z kurczakiem, brokułami w sosie serowym. Złożyłem zamówienie, po czym zajeliśmy się obgadywaniem spraw rodziny. Kawę piliśmy powoli, wypalilśmy po 10 fajek na głowę. Czas mijał przyjemnie, głód stawał się nie do zniesienia. Po około 45 minutach oczekiwania, zacząłem zezować nerwowo w kierunku kucharza. Ten ewidentnie unikał mojego wzroku. Atmosfera stawała się napięta, mijały kolejne minuty. Makaronu ani widu ani słychu. Nie wytrzymałem, nawiązałem kontakt wzrokowy z Bossem. Pytam grzecznie – nie zapomnieliście o moim zamówieniu ? W odpowiedzi usłyszałem,  żebym nie srał żarem. Specjalne zamówienie to i czas oczekiwania może się wydłużyć. Na szczęście zaraz po wymianie zdań, otrzymałem mój makaron. I powiem szczerze. Tak zajebistego makaronu nie jadłem nigdy wcześniej. Porcja zniszczyła Głoda, a moje kubki smakowe oszalały z radości. Z ręką na sercu, z giwerą przy skroni, polecam wszystkim ten bardzo miły lokal.

Bez kija nie podchodź.

     

      No właśnie, jak często zastanawiasz się nad tym, jakim jesteś człowiekiem. Więcej w Tobie dobroci, czy zła i nienawiści ? Kiedy ostatnio pomogłeś drugiej osobie zupełnie bezinteresownie ? Czy zrobiłeś coś, z czego jesteś dumny, coś co kiedy pomyślisz o tym, wypełnia Cię przyjemnym uczuciem spełnienia ? Kiedy ostatnio odpowiedziałeś drugiej osobie uśmiechem ?

       Teraz z innej beczki. Czy idąc ulicą uśmiechasz się do ludzi ? Czy inni odpowiadają na Twój uśmiech z wzajemnością ? Czy raczej jesteś wkurwiony i nieprzyjemny, bo tak my Polacy, mamy wbite w nasze najmądrzejsze główki ? To nasz znak rozpoznawczy. Każdy potencjany napotkany człowiek, chce nas oszukać, wykorzystać, jeśli nie zabić. Więc w dobrym tonie jest, od pierwszego momentu pokazać żeby lepiej z nami nie zadzierał, bo się przejedzie. Po oschłym bryy, wykrzywiamy twarz w grymasie pt. Nie podchodź bo ugryzę. I tak  wkurwiony z wkurwionym rozpoczyna dialog. Podobnie jest na drodze, w kinie, sklepie czy urzędzie. W dobrym tonie jest pokazać jak bardzo nienawidzisz tego świata. Ale czy naprawdę tacy jesteśmy ? Czy przyjeliśmy po prostu taką linię obrony. Może nie jesteśmy tacy źli. Może warto spróbować przełamywać stereotyp polskiej mordy ?

      Miłego dnia.